niedziela, 13 października 2013

Chapter 1

Życie. Starsi ludzie zawsze powtarzają że to najpiękniejsze słowo na świecie. Po nim jest miłość, a następnie wiara. Oni prowadzą spokojne życie. Nie martwią się o to co będzie jutro. Dążą do jednego celu. Chcą umrzeć szczęśliwi. Cieszą się każdą najmniejszą rzeczą. Stworzysz im odrobinka dobra a oni uważają Cię za bohatera. Jedyna negatywna rzecz w tych ludziach jest to, że nawet sobie nie zdają sprawy jakie życie może być okropne. Jak to bardzo boli gdy stracisz to, co dla Ciebie jest najważniejsze. Jakie to obrzydliwe uczucie gdy nie masz powodu by istnieć. Gdy straciłeś go w mgnieniu oka. Nie zdążyłeś przeżyć tej chwili, której chciałeś przeżyć. Została Ci ona zabrana spod nosa. Ot tak. To niewyobrażalne jak moje życie się zmieniło. Stanęło na głowie obracając się o 180°. To nie to życie, które miałam zamiar przeżyć. To nie ten świat, na którym miałam zamiar mieszkać. To nie to.


***


Szłam ciasnymi uliczkami na obrzeżach tego dużego miasta. Było już dosyć ciemno. Wracałam od starszej pani, której zdecydowałam się pomóc. Chodziłam do niej codzienne. Robiłam jej trzy posiłki dziennie: śniadanie, obiad i kolację. Pomagałam w domu, chodziłam za nią na zakupy... Dlaczego byłam aż tak zaangażowana pomaganiem akurat tej osobie? Straciła rodzinę. Nie ma nikogo, podobnie jak ja. Jest sama. Może liczyć jedynie na mnie. Nie wychodzi praktycznie poza teren jej domu. Latem uwielbia przesiadywać w ogródku, zaś w zimie przy cieplutkim kominku w salonie.
Deszcz zaczął padać. Miałam na sobie tylko cienką kurtkę. Ubrałam kaptur na głowę. Zaczęłam iść szybciej. Gdy doszłam do bloku, w którym mieszkałam wyciągnęłam z kieszeni klucze i pospiesznie otworzyłam drzwi. Pobiegłam po schodach na drugie piętro. Otworzyłam moje mieszkanie. Zdjęłam przemoknięte buty i kurtkę. Podeszłam do garderoby i wyciągnęłam z niej piżamę. Poszłam do łazienki. Rozebrałam się. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Gorąca woda oplatała moje ciało. Lała się ze mnie strumieniami. Wzięłam do ręki żel pod prysznic i wylałam całą zawartość na swoje ciało. Piękny zapach nowo zakupionego płynu rozprzestrzenił się w całej kabinie przechodząc do całego pomieszczenia. Rozsmarowałam to, co woda nie zdążyła zmyć po całym moim ciele. Włosów nie umyłam. Zmoczyłam je tylko wodą. Wyłączyłam ją. Stałam tam i czekałam aż woda całkiem ze mnie spłynie. Ostatnie pojedyncze krople wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się i wysuszyłam włosy.
Byłam głodna. Zamówiłam pizzę. W trybie natychmiastowym dostarczył mi ją dość młody chłopak. Wydawał mi się znajomy ale nie miałam zielonego pojęcia skąd go znam. A może mi się coś pomyliło? Nie wiem. Zapłaciłam należną sumę. Gdy chciałam zamknąć drzwi on je zatrzymał.
- Uważaj na siebie. - powiedział. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji czy uczuć. Mogłam jedynie z jego głosu odczytać, że się martwi.
- Co masz na myśli?
- Uważaj. On jest coraz bliżej. Możesz się znaleźć w niebezpieczeństwie.
- Co? - o co mu chodziło? To są jakieś żarty? Kto jest coraz bliżej i dlaczego jestem w niebezpieczeństwie? Kim ten chłopak w ogóle jest?
Odwrócił się i poszedł.
- Czekaj! - nie zatrzymał się. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co mam zrobić.
Odłożyłam karton na blat kuchenny. Z szafki wyciągnęłam mały talerzyk. Nałożyłam na niego kawałek pizzy i nalałam sobie soku do szklanki. Usadowiłam się wygodnie na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Leciałam po kanałach skubiąc co jakiś czas pizzę. Po jakichś trzech minutach znalazłam ciekawy film. Film się skończył. Nie zjadłam całej pizzy bo już nie miałam miejsca w moim brzuchu. Posprzątałam po sobie i położyłam się spać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział mi ten chłopak...



***


06:00. Budzik. Czas wstawać. Wygramoliłam się z łóżka. Wyjrzałam przez okno pocierając zaspane oczy. Wszędzie było mokro po wczorajszym deszczu. Było jeszcze trochę ciemno. Latarnie słabo oświecały ulice. Na zewnątrz było jak zawsze. Te same samochody, ten sam kot siedzący pod ławką... Nic szczególnego. Popatrzyłam się jeszcze trochę. Gdy się już całkowicie obudziłam zauważyłam zmianę. Range Rover. Co on tu robił? Nikt w okolicy nie miał takiego auta. Pomyślałam że może któryś z moich sąsiadów osiedlowych ma gości. Ale kto? Znałam tu wszystkich, choć osiedle było dość duże. To auto bardzo przykuło moją uwagę. Postanowiłam się tym nie przejmować. Po porannej toalecie, ubrałam się i zjadłam szybkie śniadanie. Była 06:58. Wróciłam do mojego pokoju by zabrać torebkę. Jeszcze raz szybko wyjrzałam przez okno. Znikło. Nie było tam tajemniczego samochodu. Dziwne.
Weszłam do sklepu. Kupiłam to, co miałam kupić i wyszłam. Szłam do pani Elizabeth. Tej starszej pani, którą się opiekuję.
Pod domem pani Elizabeth był chłopak. Opierał się o bramę. Podeszłam do furtki chcąc ją otworzyć i wejść. Nagle chłopak złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego. No nie! Przecież to ten sam chłopak, który przywiózł mi wczoraj pizzę!
- Czego chcesz? - zapytałam dość szorstko wyrywając swoje ramię z jego uścisku.
- Uważaj na siebie. - no wiem. Wczoraj mi to mówiłeś...
- O co chodzi?
- On już tu jest. Nie chodź nigdzie sama. Jesteś w niebezpieczeństwie.
- Co? Kto tu jest? - o co mu chodzi? W jakim niebezpieczeństwie?
- Po prostu na siebie uważaj. Jak się coś stanie lub będziesz chciała się ze mną skontaktować, zadzwoń. - podał mi kartkę z numerem telefonu. Przez chwilę się wahałam ale ją zaakceptowałam i schowałam do kieszeni.
- Kim jesteś? - zapytałam już łagodniej.
- To nie ma znaczenia.
- Zaczepia mnie jakiś facet i mówi że jestem w niebezpieczeństwie i że mam na siebie uważać. Daje mi swój numer telefonu i mówi, że jak coś się będzie działo mam do niego zadzwonić. Chyba mogę do cholery wiedzieć jak masz na imię, tak? - wybuchłam niekontrolowanie.
- Masz rację. Przepraszam. Jestem Nathan. - powiedział i podał mi rękę. Uściskałam ją.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś. Przepraszam Cię ale muszę już iść. Do usłyszenia. - po pierwsze: nie ładnie przerywać komuś w połowie zdania; po drugie: skąd on mnie zna?; po trzecie: CO?!
- Czekaj! - poszedł. Znowu. Co to do cholery było?
Weszłam do domu pani Elizabeth. Rozglądnęłam się po parterze. Zauważyłam Cece siedzącą na parapecie. Cece to kotka pani Elizabeth. Dokładnie przyglądała się deszczu, który znów zaczął padać.
- Pani Elizabeth? - zawołałam starszą panią.
- Jestem. - ni stąd, ni zowąd wyłoniła się zza drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam uśmiechając się.
- Dzień dobry. - odpowiedziała, również się uśmiechając. - Wyspałaś się? 
- Tak. A Pani?
- Spałam dziś bardzo dobrze.
- Cieszę się.
Zrobiłam lunch, potem pomogłam pani Elizabeth robić obiad no i pod wieczór kolację. Dzień minął jak zawsze. Miło spędzałam czas z starszą panią no i oczywiście Cece. Wróciłam do domu. Przed budynkiem znów zauważyłam czarnego Range Rover'a. Udawałam że go nie widzę i przeszłam obok niego obojętnie. Oddaliłam się od niego o około pięć metrów. Przez ramię popatrzyłam się na samochód. Zobaczyłam kogoś siedzącego za kierownicą. Wystraszyłam się. Patrzył się uważnie w moją stronę. Zaczęłam iść szybciej. Jeszcze dwa kroki. Jestem bezpieczna. Popędziłam szybko schodami do mojego mieszkania. Zamknęłam się. Sprawdziłam trzy razy czy na pewno są dobrze zamknięte. Poszłam do sypialni i wyjrzałam przez okno. Znikł. Nigdzie go nie było. Stały tam tylko te same samochody, które stoją tam zawsze. Co to miało być?
Leżałam w łóżku wtulona w poduszkę chcąc zasnąć. Próbowałam nie myśleć o niczym lecz mój mózg ciągle wspominał Nathan'a i jego słowa: "Uważaj na siebie". Dodatkowo ten podejrzany samochód. Zamknęłam oczy jeszcze raz próbując wpaść w głęboki sen. Nagle mój telefon zaczął świecić i krótki dźwięk wydostał się z jego głośników. Odblokowałam ekran. Sms. Kto mógłby mi wysłać sms i to o tej porze? Wyświetliłam go. To co przeczytałam zszokowało mnie.





Co? Kto to jest? Skąd zna moje nazwisko? Skąd ma mój numer?
Chciałam zadzwonić do Nathan'a ale pomyślałam sobie że jest trochę za późno. Odłożyłam telefon na szafkę nocną. Powoli odpływałam myśląc nad tym co powiedział Nathan: "Jesteś w niebezpieczeństwie". Teraz się tak czuję. Odpłynęłam. 




______________________________________________________

Cece (czyt. Sisi)
Jones (czyt. Dżołns)

4 komentarze:

  1. Zapowiaa sie fajnie, mysle ze niedlugo dodasz next'a.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję że Ci się podoba. Następny rozdział może pojawić się nawet dzisiaj ale nic nie obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. S U P E R !!!!!!! Masz talent ! Pisz tak dalej ! Wspaniałe opowiadanie :) Nie mogę sie doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń