- Um, tak... - powiedziałam niepewnie. Spuściłam głowę na dół.
- Co się stało? - zapytał... troskliwie? Wciąż się go bałam. Wyznał mi właśnie że jest agresywny, dlatego nie powinnam go denerwować i że nie muszę się go bać jak nie stoję na jego drodze. Skąd mam wiedzieć czy na niej stoję? Mam się bać? Nie wiem, ale się boję.
- Nic. - powiedziałam tak cicho, że prawie nie usłyszał. Byłam zawstydzona bo wpatrywałam się na niego jak zahipnotyzowana. Podniósł mój podbródek, czym zmusił mnie na popatrzenie się na niego.
- Boisz się mnie? - zapytał delikatnie. Ja tylko skinęłam głową. - Nie podoba mi się to. - och. Znów spuściłam głowę. Obawiałam się że mi coś zrobi. Przecież był niebezpieczny.
- Jestem śpiąca. - powiedziałam szybko. Tak na prawdę nie byłam ale nie chciałam być tu z nim. Nawet nie wiem kim on jest.
- Chcesz iść spać?
- Tak. - zmarszczył brwi.
- Dobrze. Jutro mi o sobie opowiesz. - co? - Mogę się zatrzymać tu na noc? - zapytał uśmiechając się.
Co ja mam teraz zrobić? Jak mu odmówię może mi coś zrobić. A jak się zgodzę? Też jest możliwość że mi coś zrobi. Mój boże...
- Um, ok. - powiedziałam wstając. On zrobił to samo.
- Mogę się przespać na kanapie?
- Jasne.
- No chyba że wolisz żebym spał z tobą? - uśmiech wkradł się na jego twarz. Ukazały się dołeczki na obu policzkach. Za każdym razem gdy się uśmiechał było je widać. Są słodkie. Boże, Laviva. Przestań!
- Nie, dzięki. - powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
- Dobranoc. - powiedział znów się uśmiechając.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Dobranoc. - poszłam.
***
- Mówiłem Ci, kurwa, żebyś mu tego nie mówił! - obudziły mnie krzyki. Wstałam z łóżka. Podążyłam do drzwi. Stanęłam przy nich i zaczęłam się przysłuchiwać jednostronnej rozmowie. - Jeszcze raz taki numer wywiniesz to jest po tobie! Nie mam ochoty z tobą gadać!
Harry chyba rozmawiał z kimś przez telefon.
Wyszłam powolutku z pokoju. Chciałam iść niezauważona do toalety ale mi się nie udało...
- Dzień dobry, śliczna. Jak się spało? - nazwał mnie właśnie śliczną?
- D...dobrze.
- Wciąż się mnie boisz? - skinęłam - Przestań, proszę. Przecież Ci nic nie zrobiłem, prawda? Rozmawiaj ze mną normalnie. Zachowuj się jak zawsze. Wiem że Nathan Ci naopowiadał jakiś bajeczek i połowę na pewno wymyślił żebyś się bardziej bała i dlatego była ostrożniejsza, ale uwierz mi, że masz się niczego bać. Ok?
- Ok. - Nathan. Gdzie on jest? - Muszę... Umm. - wskazałam na łazienkę.
- To idź. Jesteś głodna?
- Trochę. - weszłam do łazienki i zrobiłam to, co zrobić musiałam. Wiecie o czym mówię...
Gdy wyszłam Harry stał oparty o ścianę na przeciwko łazienki. Robił coś na swoim telefonie.
- Ubierz się. Jedziemy. - powiedział pisząc coś na urządzeniu elektronicznym który trzymał w ręce.
- Gdzie jedziemy? - stanęłam jak najdalej od niego.
- Coś zjeść i może na spacer? - spojrzał na mnie i się uśmiechnął . Za chwilę znowu wrócił do poprzedniej czynności.
Ominęłam go i weszłam do sypialni. Szybko się ubrałam. Wykonałam poranną toaletę. Harry stał już przy drzwiach. Wyszliśmy nie odzywając się. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Jechaliśmy dziesięć minut. Zatrzymaliśmy się nagle pod McDonald's. Oh, na prawdę? Myślałam że pojedziemy do jakiejś kawiarni czy coś. Nie wydaje mi się żeby frytki były dobre na śniadanie...
Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy oknie. Deszcz zaczął padać. Wyglądałam przez okno. Patrzyłam na wszystkie samochody przejeżdżające obok nas. Były rozmazane przez ciecz, spadającą z nieba.
- Co się stało? - z zamyślenia wyrwał mnie chrapliwy głos.
- Co? Nie, nic. Przepraszam. - dopiero teraz przypomniało mi się z kim ja tutaj jestem.
- Nie przepraszaj. Jest ok. - uśmiechnął się. - Chyba nie pójdziemy na ten spacer. - spoglądnął w stronę okna. Dziękowałam Bogu za to! Nie chciałam iść na żaden spacer.
- Trudno. - powiedziałam cicho.
- Ej, boisz się mnie jeszcze?
- Tak.
- Przecież Ci powiedziałem żebyś się nie bała, tak? Nic Ci nie zrobię. To nie ja jestem tym zły.
Skinęłam głową i znów wyjrzałam przez szybę obok mnie. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Zastanawiałam się gdzie jest Nathan i co robi? Mam nadzieję że nic mu się nie stało. Nie odezwał się do mnie odkąd zniknął. Pani Elizabeth tak samo zrezygnowała ze skontaktowania się ze mną. Dlaczego? Co się dzieję? Nie rozumiem tego wszystkiego. Znika jeden, druga wyjeżdża, przyjeżdża trzeci. To jest jakieś dziwne.
- O czym tak myślisz? - oh. Znowu mnie przyłapał na rozmyślaniu.
- O niczym
- Nie kłam! Przecież widzę.
- Martwię się.
- O kogo?
- O Nathan'a.
Chłopak zmarszczył brwi. Przestraszyłam się.
- Nic mu nie jest. Nie martw się.
- Znasz go? - przypomniało mi się że wczoraj o nim wspomniał.
- Tak. Wiem gdzie jest i co robi. Uwierz mi, nic mu nie jest.
- Oh, ok... - spuściłam głowę.
Skąd on to wszystko wie?
Wytarłam ręce w serwetkę. Pozbierałam wszystkie śmieci i zwaliłam je na tackę. Harry zrobił to samo. Odnieśliśmy pozostałości i wyszliśmy. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby się schować przed deszczem. Byliśmy cali mokrzy bo szanowny pan Styles zaparkował na końcu parkingu zamiast przed samą restauracją.
- To co robimy? - zapytał gdy byliśmy już w aucie.
- Nie miałabym nic przeciwko gdybyś mnie odstawił do domu. Muszę się przebrać.
- Wyschniesz.
- Jestem przemoczona do ostatniej nitki!
- Na prawdę? Pokaż. - uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka.
- Harry, proszę.
- Gdzie jedziemy?
- Kurde, Harry! Proszę Cię żebyś mnie zawiózł do domu.
- Po co?
Chciałam otworzyć drzwi i wyjść ale były zablokowane.
- Gdzie się wybierasz? - znowu się uśmiechnął.
- Na przystanek.
- Chcesz jechać autobusem?
- Tak, chcę.
Chłopak odpalił silnik. Wyjechał z parkingu. Jechaliśmy w ciszy grobowej. Nawet radio nie grało. Gdy dojechaliśmy pod mój blok przestało padać. Weszliśmy do mieszkania. Pobiegłam po jakieś ciuchy i przebrałam się w łazience. Gdy wyszłam Harry siedział po turecku w salonie na podłodze i oglądał telewizor. Na kolanach trzymał mojego miśka pluszowego, którego dostałam od kuzyna. Wyglądało to komicznie. Stanęłam w drzwiach i patrzyłam na niego przez chwilę. Wszystkie moje obawy zniknęły. Nie bałam się go już. Gdyby chciał mi coś zrobić nie byłby taki miły dla mnie. Tak myślę... Odwróciłam się i podążyłam do kuchni. Zaparzyłam wodę. Z szafki wyjęłam dwa kubki i włożyłam do nich torebki z herbatą. Zalałam wszystko wodą i zaniosłam na ławę do salonu. Usiadłam na kanapie. Przez chwilę patrzyłam na telewizor ale mój wzrok podążył na chłopaka siedzącego przede mną. Spojrzał na mnie przez ramię. Uśmiechnął się. Wstał i usiadł obok mnie. Zrobił łyk herbaty i dalej oglądał jakiś film. Gdy ten moim zdaniem denny film się skończył Harry spojrzał na misia, którego wciąż miał na kolanach.
- Skąd go masz?
- Dostałam od kuzyna na walentynki.
- Mam takiego samego. - ukazał dołeczki.
- Oh, fajnie. - też się uśmiechnęłam.
- Jesteś znudzona? - zapytał.
- Trochę. Ten film był nudny.
- Jaki jest twój ulubiony film?
- Nie mam ulubionego ale "Kiedy Harry spotkał Sally" jest bardzo interesujący.
- Klasyka. Oglądamy.
Z szafki obok telewizora wyciągnęłam płytę. Włączyłam ją. Nie oglądnęłam filmu do końca bo w połowie zasnęłam... w objęciach Harry'ego.
Harry chyba rozmawiał z kimś przez telefon.
Wyszłam powolutku z pokoju. Chciałam iść niezauważona do toalety ale mi się nie udało...
- Dzień dobry, śliczna. Jak się spało? - nazwał mnie właśnie śliczną?
- D...dobrze.
- Wciąż się mnie boisz? - skinęłam - Przestań, proszę. Przecież Ci nic nie zrobiłem, prawda? Rozmawiaj ze mną normalnie. Zachowuj się jak zawsze. Wiem że Nathan Ci naopowiadał jakiś bajeczek i połowę na pewno wymyślił żebyś się bardziej bała i dlatego była ostrożniejsza, ale uwierz mi, że masz się niczego bać. Ok?
- Ok. - Nathan. Gdzie on jest? - Muszę... Umm. - wskazałam na łazienkę.
- To idź. Jesteś głodna?
- Trochę. - weszłam do łazienki i zrobiłam to, co zrobić musiałam. Wiecie o czym mówię...
Gdy wyszłam Harry stał oparty o ścianę na przeciwko łazienki. Robił coś na swoim telefonie.
- Ubierz się. Jedziemy. - powiedział pisząc coś na urządzeniu elektronicznym który trzymał w ręce.
- Gdzie jedziemy? - stanęłam jak najdalej od niego.
- Coś zjeść i może na spacer? - spojrzał na mnie i się uśmiechnął . Za chwilę znowu wrócił do poprzedniej czynności.
Ominęłam go i weszłam do sypialni. Szybko się ubrałam. Wykonałam poranną toaletę. Harry stał już przy drzwiach. Wyszliśmy nie odzywając się. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Jechaliśmy dziesięć minut. Zatrzymaliśmy się nagle pod McDonald's. Oh, na prawdę? Myślałam że pojedziemy do jakiejś kawiarni czy coś. Nie wydaje mi się żeby frytki były dobre na śniadanie...
Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy oknie. Deszcz zaczął padać. Wyglądałam przez okno. Patrzyłam na wszystkie samochody przejeżdżające obok nas. Były rozmazane przez ciecz, spadającą z nieba.
- Co się stało? - z zamyślenia wyrwał mnie chrapliwy głos.
- Co? Nie, nic. Przepraszam. - dopiero teraz przypomniało mi się z kim ja tutaj jestem.
- Nie przepraszaj. Jest ok. - uśmiechnął się. - Chyba nie pójdziemy na ten spacer. - spoglądnął w stronę okna. Dziękowałam Bogu za to! Nie chciałam iść na żaden spacer.
- Trudno. - powiedziałam cicho.
- Ej, boisz się mnie jeszcze?
- Tak.
- Przecież Ci powiedziałem żebyś się nie bała, tak? Nic Ci nie zrobię. To nie ja jestem tym zły.
Skinęłam głową i znów wyjrzałam przez szybę obok mnie. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Zastanawiałam się gdzie jest Nathan i co robi? Mam nadzieję że nic mu się nie stało. Nie odezwał się do mnie odkąd zniknął. Pani Elizabeth tak samo zrezygnowała ze skontaktowania się ze mną. Dlaczego? Co się dzieję? Nie rozumiem tego wszystkiego. Znika jeden, druga wyjeżdża, przyjeżdża trzeci. To jest jakieś dziwne.
- O czym tak myślisz? - oh. Znowu mnie przyłapał na rozmyślaniu.
- O niczym
- Nie kłam! Przecież widzę.
- Martwię się.
- O kogo?
- O Nathan'a.
Chłopak zmarszczył brwi. Przestraszyłam się.
- Nic mu nie jest. Nie martw się.
- Znasz go? - przypomniało mi się że wczoraj o nim wspomniał.
- Tak. Wiem gdzie jest i co robi. Uwierz mi, nic mu nie jest.
- Oh, ok... - spuściłam głowę.
Skąd on to wszystko wie?
Wytarłam ręce w serwetkę. Pozbierałam wszystkie śmieci i zwaliłam je na tackę. Harry zrobił to samo. Odnieśliśmy pozostałości i wyszliśmy. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby się schować przed deszczem. Byliśmy cali mokrzy bo szanowny pan Styles zaparkował na końcu parkingu zamiast przed samą restauracją.
- To co robimy? - zapytał gdy byliśmy już w aucie.
- Nie miałabym nic przeciwko gdybyś mnie odstawił do domu. Muszę się przebrać.
- Wyschniesz.
- Jestem przemoczona do ostatniej nitki!
- Na prawdę? Pokaż. - uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka.
- Harry, proszę.
- Gdzie jedziemy?
- Kurde, Harry! Proszę Cię żebyś mnie zawiózł do domu.
- Po co?
Chciałam otworzyć drzwi i wyjść ale były zablokowane.
- Gdzie się wybierasz? - znowu się uśmiechnął.
- Na przystanek.
- Chcesz jechać autobusem?
- Tak, chcę.
Chłopak odpalił silnik. Wyjechał z parkingu. Jechaliśmy w ciszy grobowej. Nawet radio nie grało. Gdy dojechaliśmy pod mój blok przestało padać. Weszliśmy do mieszkania. Pobiegłam po jakieś ciuchy i przebrałam się w łazience. Gdy wyszłam Harry siedział po turecku w salonie na podłodze i oglądał telewizor. Na kolanach trzymał mojego miśka pluszowego, którego dostałam od kuzyna. Wyglądało to komicznie. Stanęłam w drzwiach i patrzyłam na niego przez chwilę. Wszystkie moje obawy zniknęły. Nie bałam się go już. Gdyby chciał mi coś zrobić nie byłby taki miły dla mnie. Tak myślę... Odwróciłam się i podążyłam do kuchni. Zaparzyłam wodę. Z szafki wyjęłam dwa kubki i włożyłam do nich torebki z herbatą. Zalałam wszystko wodą i zaniosłam na ławę do salonu. Usiadłam na kanapie. Przez chwilę patrzyłam na telewizor ale mój wzrok podążył na chłopaka siedzącego przede mną. Spojrzał na mnie przez ramię. Uśmiechnął się. Wstał i usiadł obok mnie. Zrobił łyk herbaty i dalej oglądał jakiś film. Gdy ten moim zdaniem denny film się skończył Harry spojrzał na misia, którego wciąż miał na kolanach.
- Skąd go masz?
- Dostałam od kuzyna na walentynki.
- Mam takiego samego. - ukazał dołeczki.
- Oh, fajnie. - też się uśmiechnęłam.
- Jesteś znudzona? - zapytał.
- Trochę. Ten film był nudny.
- Jaki jest twój ulubiony film?
- Nie mam ulubionego ale "Kiedy Harry spotkał Sally" jest bardzo interesujący.
- Klasyka. Oglądamy.
Z szafki obok telewizora wyciągnęłam płytę. Włączyłam ją. Nie oglądnęłam filmu do końca bo w połowie zasnęłam... w objęciach Harry'ego.


