sobota, 26 października 2013

Chapter 3

- Nazywam się Harry Styles. Mam dwadzieścia lat. Pochodzę z małej miejscowości. Nie mam rodziny za to wspaniałych przyjaciół. Moje życie jest zjebane. Chciałbym naprawić błędy mojego popierdolonego ojca ale nie mogę. Nie palę, nie piję. Jestem bogaty, z czego nie jestem zadowolony. Nie zawsze można na mnie liczyć. Jestem agresywny, więc lepiej mnie nie wkurwiaj. Nie obchodzi mnie zdanie innych. Nie rozumiem tej popieprzonej miłości, której nigdy nie poczuję. Czasami traktuję ludzi jak gówno nie zdając sobie sprawy jak ich to rani. Nie jestem ideałem, ani frajerem. Nie trzeba się mnie bać, jeżeli nie stoi mi się na drodze. Myślę że to na razie wystarczy. Twoja kolej. - umm, co? Gapiłam się na niego z otwartą buzią. - Hej, żyjesz? - pomachał mi ręką przed twarzą.
- Um, tak... - powiedziałam niepewnie. Spuściłam głowę na dół.
- Co się stało? - zapytał... troskliwie? Wciąż się go bałam. Wyznał mi właśnie że jest agresywny, dlatego nie powinnam go denerwować i że nie muszę się go bać jak nie stoję na jego drodze. Skąd mam wiedzieć czy na niej stoję? Mam się bać? Nie wiem, ale się boję.
- Nic. - powiedziałam tak cicho, że prawie nie usłyszał. Byłam zawstydzona bo wpatrywałam się na niego jak zahipnotyzowana. Podniósł mój podbródek, czym zmusił mnie na popatrzenie się na niego.
- Boisz się mnie? - zapytał delikatnie. Ja tylko skinęłam głową. - Nie podoba mi się to. - och. Znów spuściłam głowę. Obawiałam się że mi coś zrobi. Przecież był niebezpieczny.
- Jestem śpiąca. - powiedziałam szybko. Tak na prawdę nie byłam ale nie chciałam być tu z nim. Nawet nie wiem kim on jest.
- Chcesz iść spać?
- Tak. - zmarszczył brwi.
- Dobrze. Jutro mi o sobie opowiesz. - co? - Mogę się zatrzymać tu na noc? - zapytał uśmiechając się.
Co ja mam teraz zrobić? Jak mu odmówię może mi coś zrobić. A jak się zgodzę? Też jest możliwość że mi coś zrobi. Mój boże...
- Um, ok. - powiedziałam wstając. On zrobił to samo.
- Mogę się przespać na kanapie?
- Jasne.
- No chyba że wolisz żebym spał z tobą? - uśmiech wkradł się na jego twarz. Ukazały się dołeczki na obu policzkach. Za każdym razem gdy się uśmiechał było je widać. Są słodkie. Boże, Laviva. Przestań!
- Nie, dzięki. - powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
- Dobranoc. - powiedział znów się uśmiechając.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Dobranoc. - poszłam.



***


- Mówiłem Ci, kurwa, żebyś mu tego nie mówił! - obudziły mnie krzyki. Wstałam z łóżka. Podążyłam do drzwi. Stanęłam przy nich i zaczęłam się przysłuchiwać jednostronnej rozmowie. - Jeszcze raz taki numer wywiniesz to jest po tobie! Nie mam ochoty z tobą gadać!
Harry chyba rozmawiał z kimś przez telefon.
Wyszłam powolutku z pokoju. Chciałam iść niezauważona do toalety ale mi się nie udało...
- Dzień dobry, śliczna. Jak się spało? - nazwał mnie właśnie śliczną?
- D...dobrze.
- Wciąż się mnie boisz? - skinęłam - Przestań, proszę. Przecież Ci nic nie zrobiłem, prawda? Rozmawiaj ze mną normalnie. Zachowuj się jak zawsze. Wiem że Nathan Ci naopowiadał jakiś bajeczek i połowę na pewno wymyślił żebyś się bardziej bała i dlatego była ostrożniejsza, ale uwierz mi, że masz się niczego bać. Ok?
- Ok. - Nathan. Gdzie on jest? - Muszę... Umm. - wskazałam na łazienkę.
- To idź. Jesteś głodna?
- Trochę. - weszłam do łazienki i zrobiłam to, co zrobić musiałam. Wiecie o czym mówię...
Gdy wyszłam Harry stał oparty o ścianę na przeciwko łazienki. Robił coś na swoim telefonie.
- Ubierz się. Jedziemy. - powiedział pisząc coś na urządzeniu elektronicznym który trzymał w ręce.
- Gdzie jedziemy? - stanęłam jak najdalej od niego.
- Coś zjeść i może na spacer? - spojrzał na mnie i się uśmiechnął . Za chwilę znowu wrócił do poprzedniej czynności.
Ominęłam go i weszłam do sypialni. Szybko się ubrałam. Wykonałam poranną toaletę. Harry stał już przy drzwiach. Wyszliśmy nie odzywając się. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Jechaliśmy dziesięć minut. Zatrzymaliśmy się nagle pod McDonald's. Oh, na prawdę? Myślałam że pojedziemy do jakiejś kawiarni czy coś. Nie wydaje mi się żeby frytki były dobre na śniadanie...
Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy oknie. Deszcz zaczął padać. Wyglądałam przez okno. Patrzyłam na wszystkie samochody przejeżdżające obok nas. Były rozmazane przez ciecz, spadającą z nieba.
- Co się stało? - z zamyślenia wyrwał mnie chrapliwy głos.
- Co? Nie, nic. Przepraszam. - dopiero teraz przypomniało mi się z kim ja tutaj jestem.
- Nie przepraszaj. Jest ok. - uśmiechnął się. - Chyba nie pójdziemy na ten spacer. - spoglądnął w stronę okna. Dziękowałam Bogu za to! Nie chciałam iść na żaden spacer.
- Trudno. - powiedziałam cicho.
- Ej, boisz się mnie jeszcze?
- Tak.
- Przecież Ci powiedziałem żebyś się nie bała, tak? Nic Ci nie zrobię. To nie ja jestem tym zły.
Skinęłam głową i znów wyjrzałam przez szybę obok mnie. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Zastanawiałam się gdzie jest Nathan i co robi? Mam nadzieję że nic mu się nie stało. Nie odezwał się do mnie odkąd zniknął. Pani Elizabeth tak samo zrezygnowała ze skontaktowania się ze mną. Dlaczego? Co się dzieję? Nie rozumiem tego wszystkiego. Znika jeden, druga wyjeżdża, przyjeżdża trzeci. To jest jakieś dziwne.
- O czym tak myślisz? - oh. Znowu mnie przyłapał na rozmyślaniu.
- O niczym
- Nie kłam! Przecież widzę.
- Martwię się.
- O kogo?
- O Nathan'a.
Chłopak zmarszczył brwi. Przestraszyłam się.
- Nic mu nie jest. Nie martw się.
- Znasz go? - przypomniało mi się że wczoraj o nim wspomniał.
- Tak. Wiem gdzie jest i co robi. Uwierz mi, nic mu nie jest.
- Oh, ok... - spuściłam głowę.
Skąd on to wszystko wie?
Wytarłam ręce w serwetkę. Pozbierałam wszystkie śmieci i zwaliłam je na tackę. Harry zrobił to samo. Odnieśliśmy pozostałości i wyszliśmy. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby się schować przed deszczem. Byliśmy cali mokrzy bo szanowny pan Styles zaparkował na końcu parkingu zamiast przed samą restauracją.
- To co robimy? - zapytał gdy byliśmy już w aucie.
- Nie miałabym nic przeciwko gdybyś mnie odstawił do domu. Muszę się przebrać.
- Wyschniesz.
- Jestem przemoczona do ostatniej nitki!
- Na prawdę? Pokaż. - uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka.
- Harry, proszę.
- Gdzie jedziemy?
- Kurde, Harry! Proszę Cię żebyś mnie zawiózł do domu.
- Po co?
Chciałam otworzyć drzwi i wyjść ale były zablokowane.
- Gdzie się wybierasz? - znowu się uśmiechnął.
- Na przystanek.
- Chcesz jechać autobusem?
- Tak, chcę.
Chłopak odpalił silnik. Wyjechał z parkingu. Jechaliśmy w ciszy grobowej. Nawet radio nie grało. Gdy dojechaliśmy pod mój blok przestało padać. Weszliśmy do mieszkania. Pobiegłam po jakieś ciuchy i przebrałam się w łazience. Gdy wyszłam Harry siedział po turecku w salonie na podłodze i oglądał telewizor.  Na kolanach trzymał mojego miśka pluszowego, którego dostałam od kuzyna. Wyglądało to komicznie. Stanęłam w drzwiach i patrzyłam na niego przez chwilę. Wszystkie moje obawy zniknęły. Nie bałam się go już. Gdyby chciał mi coś zrobić nie byłby taki miły dla mnie. Tak myślę... Odwróciłam się i podążyłam do kuchni. Zaparzyłam wodę. Z szafki wyjęłam dwa kubki i włożyłam do nich torebki z herbatą. Zalałam wszystko wodą i zaniosłam na ławę do salonu. Usiadłam na kanapie. Przez chwilę patrzyłam na telewizor ale mój wzrok podążył na chłopaka siedzącego przede mną. Spojrzał na mnie przez ramię. Uśmiechnął się. Wstał i usiadł obok mnie. Zrobił łyk herbaty i dalej oglądał jakiś film. Gdy ten moim zdaniem denny film się skończył Harry spojrzał na misia, którego wciąż miał na kolanach.
- Skąd go masz?
- Dostałam od kuzyna na walentynki.
- Mam takiego samego. - ukazał dołeczki.
- Oh, fajnie. - też się uśmiechnęłam.
- Jesteś znudzona? - zapytał.
- Trochę. Ten film był nudny.
- Jaki jest twój ulubiony film?
- Nie mam ulubionego ale "Kiedy Harry spotkał Sally" jest bardzo interesujący.
- Klasyka. Oglądamy.
Z szafki obok telewizora wyciągnęłam płytę. Włączyłam ją. Nie oglądnęłam filmu do końca bo w połowie zasnęłam... w objęciach Harry'ego.




poniedziałek, 14 października 2013

Chapter 2

Obudziło mnie gwałtownie pukanie. Poderwałam się wystraszona z łóżka. Podeszłam do drzwi.
- Kto tam? - krzyknęłam.
- To ja, Nathan. Wpuść mnie proszę. - otworzyłam szybko drzwi. Gdy wszedł znowu zamknęłam je na klucz.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Nic Ci nie jest? - zapytał widocznie zatroskany i przestraszony.
- A co ma mi być?
- Czyli jeszcze go nie spotkałaś. To dobrze. - ulżyło mu. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Kogo nie spotkałam?
- To dość długa historia.
- Do końca korytarza i w lewo. Czekaj tam na mnie. - chłopak skinął głową i ruszył do salonu.
Ja się szybko ubrałam, wykonałam krótką toaletę i dołączyłam do niego.
- Chcesz coś pić albo jeść? - zapytałam go.
- Nie dzięki. - usiadłam obok niego na kanapie. - Nie będę Ci opowiadał wszystkiego. Nie teraz.
- Co to znaczy "wszystkiego"?
- Dowiesz się w swoim czasie. Jeśli chcesz się dowiedzieć o co mi chodzi to lepiej słuchaj i nie zadawaj tak dużo pytań, ok?
- Ok. - maruda.
- Pamiętasz swojego chłopaka, Matt'a? - przytaknęłam. Jak mogłabym o nim zapomnieć? Był całym moim światem. - Pamiętasz również jego śmierć, mam rację? - znów przytaknęłam. Dlaczego on o tym mówi? - Mężczyzna, który go zabił wciąż siedzi w więzieniu ale niedługo wyjdzie. Ma on plan znaleźć Cię i prawdopodobnie skrzywdzić. Chce Cię wykorzystać do rzeczy bardzo nieprzyzwoitych i nielegalnych. Jego syn również Cię poszukuje ale nie wiem czy chce Ciebie chronić, pomóc swojemu ojcu czy sam zrobić coś złego. Wiem jedynie że on nienawidził swojego ojca. Jeżeli któryś z nich Cię znajdzie będziesz w niebezpieczeństwie. Musisz na siebie uważać. - och. To co usłyszałam na prawdę mnie przeraziło. Bałam się.
- Ale skąd ty to wszystko wiesz i skąd mnie znasz?
- Lubisz zadawać pytania, nieprawdaż? - nie. - To nie ma znaczenia skąd o tym wiem. Znam Cię ponieważ Matt był moim kumplem.
- Nigdy o tobie nie słyszałam. - powiedziałam mu zdziwiona. Znałam wszystkich znajomych Matt'a a on znał moich. Dlaczego mi nie powiedział o Nathan'ie?
- Wiem. - och. - Proszę Cię, nie wychodź nigdzie sama. Zamieszkaj z panią Elizabeth albo u mnie. Ja też mogę u Ciebie zamieszkać. To bardzo niebezpieczne żebyś została tu sama. Jeżeli będziesz z kimś to grozi Ci mniej. - grozi mi mniej? Co?! - Jeżeli będzie działo się coś dziwnego albo niepokojącego to mi daj znać. Zareaguję natychmiast.
Powinnam mu powiedzieć o tym sms'ie?
- Nathan?
- Tak?
- Popatrz się. - podłożyłam mu telefon pod nos. Chłopak przeczytał sms'a.
- Mój boże! Nigdzie sama nie wychodzisz. Będę za tobą chodził jak cień. Zamieszkam u Ciebie na tak długo jak to potrzebne.
- Ale...
- Żadne ale. Zauważyłaś jeszcze coś dziwnego?
- Taki czarny Range Rover stoi codziennie pod blokiem. Nigdy go tu nie widziałam.
Nathan wstał i podszedł do okna.
- Już tu jest. - miałam wrażenie że nie chciał tego powiedzieć na głos bo na prawdę cicho to zrobił. Niestety dosłyszałam.
- Kto tu jest? Ten, który zamordował Matt'a?
- Nie. Jego syn. - podeszłam do okna. Zobaczyłam jak "jego syn" odjeżdża. Byłam bardzo ciekawa jak się nazywał ale nie chciałam już dłużej męczyć Nathan'a pytaniami, które ewidentnie uważał za monotonne.
Popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. 9:32.
- Cholera! - krzyknęłam.
- Co się stało?
- Już dawno powinnam być u pani Elizabeth.
Wbiegłam do sypialni zabrałam kurtkę i torebkę i wybiegłam na korytarz. Nathan właśnie otwierał drzwi.



***


- Przepraszam. Źle się czułam. Nie mogłam przyjść wcześniej. - okłamałam starszą panią wchodząc do salonu gdzie siedziała.
- Nic się nie stało. Dobrze wiesz, że nie musisz tu przychodzić.
- Tak, wiem. - uśmiechnęłam się. Pani Elizabeth odwzajemniła ten gest. Zauważyłam że coś przykuło jej uwagę. Spojrzałam przez ramię na chłopaka stojącego za mną.
- Umm... Proszę Pani, to jest Nathan. Mój... - kim on dla mnie jest? - ...przyjaciel. - uśmiechnęłam się.
- Miło panią poznać. - powiedział chłopak. Podszedł do niej i wyciągnął rękę w jej stronę. Uścisnęła ją. Uśmiechnęli się do siebie.
- Mi też miło Cię poznać.
Dzień minął jak co dzień. Jedyna różnica jest taka, że Nathan go z nami spędził.
Zanim poszliśmy do mnie Nathan mnie poprosił żebym poszła z nim do jego domu. Postanowił u mnie zamieszkać dla mojego bezpieczeństwa, więc musiał zabrać jakieś rzeczy ze sobą.
- Fajne mieszkanie. - powiedziałam oglądając zdjęcia wiszące na ścianie w jego sypialni. Był na nich on, jego przyjaciele i rodzina. Bynajmniej tak mi się wydaje. Nathan szybko się spakował. Zdążyłam zobaczyć całe jego mieszkanie. Było podobne do mojego tylko moje było mniejsze.
Gdy wychodziliśmy spotkaliśmy jego sąsiada jak się okazało.
- Uuu, Nath. Wyrwałeś sobie panienkę. No nareszcie. - widać że był pijany. - Cześć, maleńka. Uśmiechnął się do mnie. Skrzywiłam się gdy podszedł bliżej o dwa kroki.
- Zostaw ją. - przede mną stanął Nathan.
- No co ty. Pożycz mi tą dupę. Tylko na dzisiaj. - przesłyszałam się chyba, tak?
- James, radzę Ci się odsunąć i nie mów tak do niej.
- Dobra, dobra. - powiedział i podniósł otwarte ręce na wysokość jego ramion. Wszedł do swojego mieszkania już nic nie mówiąc.
- Przepraszam. - powiedział Nathan.
- Nic się nie stało. Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Po drodze do domu kupiliśmy jeszcze coś do jedzenia.
- Twoje rzeczy możesz dać do garderoby. Gdzie chcesz spać? W łóżku czy na kanapie? Jest rozkładana i wygodniejsza od łóżka.
- Kanapa. - powiedział. Odłożył torbę do garderoby i poszedł do salonu. Zrobiłam popcorn i dołączyłam do niego. Oglądnęliśmy film po czym zasnęłam.


***


06:11. Obudziłam się w moim łóżku. Zdjęłam z siebie kołdrę. Spałam w ubraniu? Nathan musiał mnie przenieść. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Weszłam do salonu. Nie było go tam.
- Nathan? - zawołałam wchodząc do kuchni. Tu też nie.
- Nathan?! - szłam w stronę drzwi wejściowych. Zobaczyłam na nich karteczkę.
"Musiałem wyjechać. Nathan."
Co? Jak to musiał wyjechać? Dokąd? Przecież powiedział że będzie chodził za mną jak cień i  nagle musiał wyjechać? Coś tu nie grało. Postanowiłam do niego zadzwonić.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. "Tu Nathan Blue. Po sygnale zostaw wiadomość. Piiiiiiiiii." 
To są jakieś żarty, tak?
Po porannej toalecie ubrałam się i poszłam do pani Elizabeth.
- Wyjeżdżam jutro do mojej przyjaciółki. Nie będzie mnie przez dość długi czas.
Och.
- A Cece?
- Biorę ją ze sobą. Prosiłabym Cię tylko o podlewanie kwiatów co jakiś czas. Nie będzie to dla Ciebie problemem, prawda?
- Oczywiście że nie. Nigdy mi Pani nie mówiła, że ma Pani jakąś przyjaciółkę.
- Mieszka w Glasgow.
- Och. To bardzo daleko.
- Tak. Muszę się jeszcze spakować.
- Pomogę Pani.
- Dziękuję ale nie musisz.
- Nie muszę ale chcę. - uśmiechnęłyśmy się.
Po kolacji pomogłam starszej pani się spakować. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i pożegnałyśmy się.
Leżałam w swoim łóżku. Zastanawiałam się co teraz będzie. Pani Elizabeth wyjechała, Nathan tak samo. Jestem poszukiwana przez kryminalistę i jego syna. Co się teraz stanie? Jak mnie znajdą? Co mi zrobią? Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane? Ja chcę swoje dawne życie z powrotem. Tęsknie za tym wszystkim co było. Rodzina, chłopak, przyjaciele... Radość, śmiech... Nie ma tego. Czasami spotykam się ze znajomymi ale to nie to samo co kiedyś. Zamknęłam oczy.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Och, to znowu sms.






Znowu zdzwonił. Kolejny sms.






Co ja mam teraz zrobić? A jeśli to ten kryminalista? Jezu, Nathan wróć!
Po dłuższych przemyśleniach postanowiłam otworzyć drzwi. Podeszłam do nich. Chciałam chwycić za klucz ale się powstrzymałam. Długo się wahałam. Poddałam się. Przekręciłam klucz. Powoli otworzyłam drzwi. Idiotka ze mnie! Zza drzwi wyłonił się wysoki chłopak. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
- Dobry wieczór. - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Cofnęłam się o krok do tyłu.
- Nie bój się mnie. Mogę wejść? - skinęłam lekko i niepewnie głową. - Dziękuję.
Wszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Chłopak ruszył w stronę salonu. Poszłam za nim.
- Ładne mieszkanie. - powiedział siadając na kanapie. - Słodka piżamka. - uśmiechnął się.
Och. Miałam na sobie piżamę z zebrą. Zapomniałam.
- Czemu się nie odzywasz? Powiedz coś. Chcę usłyszeć twój głos.
Co? Boję się. Podszedł do mnie.
- Nie bój się mnie, proszę. Nie chcę zrobić Ci krzywdę. Jestem tu żeby Cię chronić. Ufaj mi, proszę.
- N...nie mogę. - o jezu! Powiedziałam coś.
- Dobrze. W takim razie poznajmy się bliżej. Może wtedy mi zaufasz. - powiedział z powrotem siadając na kanapę. Poklepał miejsce obok siebie. - No chodź. - uśmiechnął się.
Usiadłam obok niego. Nagle zaczęłam się trząść. Bałam się.




niedziela, 13 października 2013

Chapter 1

Życie. Starsi ludzie zawsze powtarzają że to najpiękniejsze słowo na świecie. Po nim jest miłość, a następnie wiara. Oni prowadzą spokojne życie. Nie martwią się o to co będzie jutro. Dążą do jednego celu. Chcą umrzeć szczęśliwi. Cieszą się każdą najmniejszą rzeczą. Stworzysz im odrobinka dobra a oni uważają Cię za bohatera. Jedyna negatywna rzecz w tych ludziach jest to, że nawet sobie nie zdają sprawy jakie życie może być okropne. Jak to bardzo boli gdy stracisz to, co dla Ciebie jest najważniejsze. Jakie to obrzydliwe uczucie gdy nie masz powodu by istnieć. Gdy straciłeś go w mgnieniu oka. Nie zdążyłeś przeżyć tej chwili, której chciałeś przeżyć. Została Ci ona zabrana spod nosa. Ot tak. To niewyobrażalne jak moje życie się zmieniło. Stanęło na głowie obracając się o 180°. To nie to życie, które miałam zamiar przeżyć. To nie ten świat, na którym miałam zamiar mieszkać. To nie to.


***


Szłam ciasnymi uliczkami na obrzeżach tego dużego miasta. Było już dosyć ciemno. Wracałam od starszej pani, której zdecydowałam się pomóc. Chodziłam do niej codzienne. Robiłam jej trzy posiłki dziennie: śniadanie, obiad i kolację. Pomagałam w domu, chodziłam za nią na zakupy... Dlaczego byłam aż tak zaangażowana pomaganiem akurat tej osobie? Straciła rodzinę. Nie ma nikogo, podobnie jak ja. Jest sama. Może liczyć jedynie na mnie. Nie wychodzi praktycznie poza teren jej domu. Latem uwielbia przesiadywać w ogródku, zaś w zimie przy cieplutkim kominku w salonie.
Deszcz zaczął padać. Miałam na sobie tylko cienką kurtkę. Ubrałam kaptur na głowę. Zaczęłam iść szybciej. Gdy doszłam do bloku, w którym mieszkałam wyciągnęłam z kieszeni klucze i pospiesznie otworzyłam drzwi. Pobiegłam po schodach na drugie piętro. Otworzyłam moje mieszkanie. Zdjęłam przemoknięte buty i kurtkę. Podeszłam do garderoby i wyciągnęłam z niej piżamę. Poszłam do łazienki. Rozebrałam się. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Gorąca woda oplatała moje ciało. Lała się ze mnie strumieniami. Wzięłam do ręki żel pod prysznic i wylałam całą zawartość na swoje ciało. Piękny zapach nowo zakupionego płynu rozprzestrzenił się w całej kabinie przechodząc do całego pomieszczenia. Rozsmarowałam to, co woda nie zdążyła zmyć po całym moim ciele. Włosów nie umyłam. Zmoczyłam je tylko wodą. Wyłączyłam ją. Stałam tam i czekałam aż woda całkiem ze mnie spłynie. Ostatnie pojedyncze krople wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się i wysuszyłam włosy.
Byłam głodna. Zamówiłam pizzę. W trybie natychmiastowym dostarczył mi ją dość młody chłopak. Wydawał mi się znajomy ale nie miałam zielonego pojęcia skąd go znam. A może mi się coś pomyliło? Nie wiem. Zapłaciłam należną sumę. Gdy chciałam zamknąć drzwi on je zatrzymał.
- Uważaj na siebie. - powiedział. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji czy uczuć. Mogłam jedynie z jego głosu odczytać, że się martwi.
- Co masz na myśli?
- Uważaj. On jest coraz bliżej. Możesz się znaleźć w niebezpieczeństwie.
- Co? - o co mu chodziło? To są jakieś żarty? Kto jest coraz bliżej i dlaczego jestem w niebezpieczeństwie? Kim ten chłopak w ogóle jest?
Odwrócił się i poszedł.
- Czekaj! - nie zatrzymał się. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co mam zrobić.
Odłożyłam karton na blat kuchenny. Z szafki wyciągnęłam mały talerzyk. Nałożyłam na niego kawałek pizzy i nalałam sobie soku do szklanki. Usadowiłam się wygodnie na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Leciałam po kanałach skubiąc co jakiś czas pizzę. Po jakichś trzech minutach znalazłam ciekawy film. Film się skończył. Nie zjadłam całej pizzy bo już nie miałam miejsca w moim brzuchu. Posprzątałam po sobie i położyłam się spać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział mi ten chłopak...



***


06:00. Budzik. Czas wstawać. Wygramoliłam się z łóżka. Wyjrzałam przez okno pocierając zaspane oczy. Wszędzie było mokro po wczorajszym deszczu. Było jeszcze trochę ciemno. Latarnie słabo oświecały ulice. Na zewnątrz było jak zawsze. Te same samochody, ten sam kot siedzący pod ławką... Nic szczególnego. Popatrzyłam się jeszcze trochę. Gdy się już całkowicie obudziłam zauważyłam zmianę. Range Rover. Co on tu robił? Nikt w okolicy nie miał takiego auta. Pomyślałam że może któryś z moich sąsiadów osiedlowych ma gości. Ale kto? Znałam tu wszystkich, choć osiedle było dość duże. To auto bardzo przykuło moją uwagę. Postanowiłam się tym nie przejmować. Po porannej toalecie, ubrałam się i zjadłam szybkie śniadanie. Była 06:58. Wróciłam do mojego pokoju by zabrać torebkę. Jeszcze raz szybko wyjrzałam przez okno. Znikło. Nie było tam tajemniczego samochodu. Dziwne.
Weszłam do sklepu. Kupiłam to, co miałam kupić i wyszłam. Szłam do pani Elizabeth. Tej starszej pani, którą się opiekuję.
Pod domem pani Elizabeth był chłopak. Opierał się o bramę. Podeszłam do furtki chcąc ją otworzyć i wejść. Nagle chłopak złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego. No nie! Przecież to ten sam chłopak, który przywiózł mi wczoraj pizzę!
- Czego chcesz? - zapytałam dość szorstko wyrywając swoje ramię z jego uścisku.
- Uważaj na siebie. - no wiem. Wczoraj mi to mówiłeś...
- O co chodzi?
- On już tu jest. Nie chodź nigdzie sama. Jesteś w niebezpieczeństwie.
- Co? Kto tu jest? - o co mu chodzi? W jakim niebezpieczeństwie?
- Po prostu na siebie uważaj. Jak się coś stanie lub będziesz chciała się ze mną skontaktować, zadzwoń. - podał mi kartkę z numerem telefonu. Przez chwilę się wahałam ale ją zaakceptowałam i schowałam do kieszeni.
- Kim jesteś? - zapytałam już łagodniej.
- To nie ma znaczenia.
- Zaczepia mnie jakiś facet i mówi że jestem w niebezpieczeństwie i że mam na siebie uważać. Daje mi swój numer telefonu i mówi, że jak coś się będzie działo mam do niego zadzwonić. Chyba mogę do cholery wiedzieć jak masz na imię, tak? - wybuchłam niekontrolowanie.
- Masz rację. Przepraszam. Jestem Nathan. - powiedział i podał mi rękę. Uściskałam ją.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś. Przepraszam Cię ale muszę już iść. Do usłyszenia. - po pierwsze: nie ładnie przerywać komuś w połowie zdania; po drugie: skąd on mnie zna?; po trzecie: CO?!
- Czekaj! - poszedł. Znowu. Co to do cholery było?
Weszłam do domu pani Elizabeth. Rozglądnęłam się po parterze. Zauważyłam Cece siedzącą na parapecie. Cece to kotka pani Elizabeth. Dokładnie przyglądała się deszczu, który znów zaczął padać.
- Pani Elizabeth? - zawołałam starszą panią.
- Jestem. - ni stąd, ni zowąd wyłoniła się zza drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam uśmiechając się.
- Dzień dobry. - odpowiedziała, również się uśmiechając. - Wyspałaś się? 
- Tak. A Pani?
- Spałam dziś bardzo dobrze.
- Cieszę się.
Zrobiłam lunch, potem pomogłam pani Elizabeth robić obiad no i pod wieczór kolację. Dzień minął jak zawsze. Miło spędzałam czas z starszą panią no i oczywiście Cece. Wróciłam do domu. Przed budynkiem znów zauważyłam czarnego Range Rover'a. Udawałam że go nie widzę i przeszłam obok niego obojętnie. Oddaliłam się od niego o około pięć metrów. Przez ramię popatrzyłam się na samochód. Zobaczyłam kogoś siedzącego za kierownicą. Wystraszyłam się. Patrzył się uważnie w moją stronę. Zaczęłam iść szybciej. Jeszcze dwa kroki. Jestem bezpieczna. Popędziłam szybko schodami do mojego mieszkania. Zamknęłam się. Sprawdziłam trzy razy czy na pewno są dobrze zamknięte. Poszłam do sypialni i wyjrzałam przez okno. Znikł. Nigdzie go nie było. Stały tam tylko te same samochody, które stoją tam zawsze. Co to miało być?
Leżałam w łóżku wtulona w poduszkę chcąc zasnąć. Próbowałam nie myśleć o niczym lecz mój mózg ciągle wspominał Nathan'a i jego słowa: "Uważaj na siebie". Dodatkowo ten podejrzany samochód. Zamknęłam oczy jeszcze raz próbując wpaść w głęboki sen. Nagle mój telefon zaczął świecić i krótki dźwięk wydostał się z jego głośników. Odblokowałam ekran. Sms. Kto mógłby mi wysłać sms i to o tej porze? Wyświetliłam go. To co przeczytałam zszokowało mnie.





Co? Kto to jest? Skąd zna moje nazwisko? Skąd ma mój numer?
Chciałam zadzwonić do Nathan'a ale pomyślałam sobie że jest trochę za późno. Odłożyłam telefon na szafkę nocną. Powoli odpływałam myśląc nad tym co powiedział Nathan: "Jesteś w niebezpieczeństwie". Teraz się tak czuję. Odpłynęłam. 




______________________________________________________

Cece (czyt. Sisi)
Jones (czyt. Dżołns)