środa, 13 listopada 2013

Chapter 4

7:24.
- Śpisz?
Zamrugałam kilka razy po czym otworzyłam oczy. Leżałam na kanapie w salonie. Obok mnie siedział chłopak z dołeczkami w policzkach.
- Dzień dobry.
- Hej. - powiedziałam lekko ziewając.
- Zjedz coś i się spakuj.
- Po co?
- Musimy wyjechać.
- Dlaczego?
Chłopak poszedł i wrócił z talerzem, na którym były kanapki.
- Smacznego.
Nic nie mówiąc wstałam i zaczęłam jeść. Po skończonym śniadaniu poszłam się umyć i ubrać.
- Nie. - powiedział Harry stojąc przede mną i przyglądając mi się. Był ubrany cały na czarno.
- Co nie?
- Ubierz coś innego. Najlepiej niech to będzie czarne lub białe. Masz wyglądać tak, jakbyś była kryminalistką czy morderczynią i masz być coś w stylu pociągająca.
Co? Dlaczego mam się ubierać jak kryminalistka? Może zaraz będę musiała ją udawać? I dlaczego pociągająca? O co mu chodzi? Wróciłam do sypialni. Grzebałam tak długo w całej garderobie, aż znalazłam odpowiednie ubranie. Szybko się przebrałam. Przeczesałam włosy szczotką i pozwoliłam im opaść na ramiona. Wyciągnęłam dużą torbę z szafy. Chłopak wszedł do mojej sypialni. Stanął kilka kroków przede mną. Przyglądał mi się uważnie. Przygryzł dolną wargę.
- Wyglądasz niesamowicie pociągająco. - uśmiechnął się.
Przewróciłam oczami i zaczęłam wkładać ubrania do torby. Była ona duża i była czarno brązowa. Te dwa kolory się mieszały. Była zwykła.
- Nie, nie, nie. - Harry podszedł do mnie.
- Co znowu? - powiedziałam patrząc na niego. Wyciągnął wszystkie ciuchy, które miałam w torbie i włożył je z powrotem do szafy.
- Weź inne ubrania. Czarne, szare, białe...
Westchnęłam i zaczęłam grzebać w szafie. Harry zabrał torbę i odłożył ją na miejsce. Zaczął się rozglądać po pokoju. Stałam tam z miną 'co ty robisz, idioto?'.
- Masz walizkę? Myślę, że do tej torby się nie zmieścisz.
Zmarszczyłam brwi. Wyszłam z pokoju. Poszłam do takiej jakby 'przechowalni' albo garażu domowego. Nie było to jakieś zbyt duże pomieszczenie w porównaniu do mojej sypialni czy salonu. Miałam w nim wszystko i nic. Wzięłam walizkę i wróciłam do pokoju. Była ona bardzo duża i czarna. Zaczęłam pakować ciemne ubrania tak, jak kazał Harry. Włożyłam do niej też normalne ciuchy. Po około pół godziny miałam spakowane ubrania, buty i bieliznę. Poszłam do łazienki. Do kosmetyczki włożyłam wszystko co popadło. Wróciłam do pokoju by zabrać torbę, którą Harry kazał mi odłożyć. Włożyłam do niej prostownicę, lokownicę, suszarkę i tym podobne. Zabrałam laptopa i również go tam włożyłam. Ładowarki, kabel USB i słuchawki również się w niej znalazły. Spakowałam jeszcze wiele innych rzeczy, które uznałam za ważne. Po godzinie byłam już całkowicie gotowa.
- Harry? - weszłam do salonu, w którym chłopak oglądał telewizję.
- Hm? - spojrzał na mnie.
- Jestem gotowa. Możemy jechać.
Chłopak wyłączył telewizję. Poszedł do mojej sypialni i zabrał walizkę. Wziął też moją torbę. Stanął przed drzwiami czekając na mnie. Włożyłam do torebki telefon oraz portfel i podeszłam do Harry'ego.
- Daj mi tą torbę. - wyciągnęłam w jego stronę rękę.
- Otwórz drzwi. - rozkazał.
- Będzie Ci ciężko to znieść.
- Nie będzie. Otwórz drzwi.
Rezygnując z namawiania go aby mu pomóc, otworzyłam drzwi i wypuściłam chłopaka. Wyszłam zaraz za nim. Zamknęłam drzwi na klucz sprawdzając pięć razy czy na pewno są dobrze zamknięte. Były. Zeszliśmy na dół. Harry włożył moje rzeczy do bagażnika. Zobaczyłam, że on również ma dwie walizki. Jedną dużą, drugą mniejszą. Otworzył i zamknął za mnie drzwi za co mu podziękowałam gdy siedział już na swoim miejscu. Chłopak odpalił silnik. Wpatrywał się cały czas we mnie. To było irytujące.
- Co? - powiedziałam i również się na niego popatrzyłam.
- Pasy. - przekręciłam oczami. Zapięłam je szybko znów spoglądając na Harry'ego.
- Zadowolony? - zapytałam z sarkazmem. Uśmiechnął się.
- Bardzo. - odpowiedział.

Jechaliśmy już dwie godziny. Byłam głodna i zmęczona. Nogi mnie bolały. Układałam je w różnych pozycjach. Chciałam wysiąść i je wyprostować.
- Harry? - zapytałam spoglądając na niego.
- Nie, nie powiem Ci gdzie jedziemy. Przestań mnie o to pytać! - powiedział trochę wkurzony.
- Chciałam się zapytać czy mógłbyś się gdzieś zatrzymać. - spuściłam z niego wzrok. - Chciałam wyprostować nogi... - mówiłam coraz ciszej i zaczęłam się gapić przez okno. Harry westchnął.
- Przepraszam. Oczywiście, że mogę. Zatrzymam się na najbliższej stacji.
- Ok... - powiedziałam wciąż patrząc na krajobrazy za oknem.
Piętnaście minut później Harry zjechał z autostrady. Zauważyłam, że skręca na stację benzynową, obok której jest McDonald's. Zatrzymał się przy dystrybutorze. Wysiadł z samochodu i zaczął tankować auto. Po skończonej czynności poszedł zapłacić. Gdy wracał zauważyłam, że rozmawia przez telefon. Wrócił na swoje miejsce, czyli za kierownicą. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Jego zachowanie było jakieś dziwne. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Odwróciłam głowę w stronę okna. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Wróciłam wzrokiem na chłopaka. Wciąż się do mnie uśmiechał. Zdjął rękę z mojego ramienia i położył ją na kierownicy. Nie spuszczał ze mnie oczu co mnie trochę irytowało. Zmarszczyłam brwi gapiąc się na niego jak na idiotę. Kolejny raz tego dnia. Po dłuższej chwili przestał się na mnie gapić, ale wciąż się uśmiechał. Odpalił silnik i podjechał na parking McDonald's. Wysiadł z auta. Chciałam zrobić to samo ale moje drzwi były zablokowane. Oh, serio? Obszedł pojazd i stanął obok mnie śmiejąc się przez szybę. Otworzył drzwi i wypuścił mnie na świeże powietrze. Wreszcie mogłam rozchodzić trochę nogi...

- To na co masz ochotę? - zapytał patrząc na menu nad kasami.
- Nie ważne. Byleby było jadalne. - zażartowałam no co się zaśmiał.
- Dobra. Chyba wszystko tu jest jadalne. - dalej wpatrywał się w menu.
- No właśnie. Chyba. - uśmiechnęłam się.
Siedzieliśmy przy stoliku dwuosobowym. Jedliśmy w milczeniu. Żadne z nas się nie odzywało. Czułam jego wzrok na mnie ale próbowałam to zignorować co nie było takie łatwe.
- Dlaczego się na mnie cały czas patrzysz? - zapytałam nie spodziewając się odpowiedzi.
- Bo lubię. - wiele wyjaśnia.
- Co jest w tym takie ciekawego? - dopytywałam.
- Ty jesteś ciekawa. - że co? - I ładna... - zatkało mnie.
- Dobrze usłyszałam czy powinnam umyć uszy? -Harry zaśmiał się. Co było w tym śmiesznego? Zwykłe pytanie.
- Tak, dobrze usłyszałaś. Jesteś ładna i wiem, że ty to wiesz. - yhym. Może jestem, może nie. Nie obchodzi mnie to. Nie uważałam siebie za modelkę ale nie mogłam też powiedzieć, że wyglądam jak czarownica więc stwierdziłam, iż powiedział to z grzeczności. Nie przejęłam się tym i postanowiłam ominąć ten temat. Po zjedzonym posiłku czekała nas jeszcze długa droga do... No właśnie. Dokąd? Harry nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy. Dalej nie rozumiałam dlaczego musiałam się pakować, zabierać ze sobą ciemne ubrania, na jak długo wyjeżdżamy i dokąd wyjeżdżamy. Mimo tysięcznych próśb chłopak nie chciał mi zdradzić, gdzie mnie zabiera. Byłam strasznie ciekawa ale co ja mogłam zrobić? Nic.
Jechaliśmy już pół godziny odkąd wyjechaliśmy z parkingu. Byłam śpiąca. Patrzyłam się przez okno. Oczy powoli mi się zamykały. Próbowałam je powstrzymać. Nie udało się. Zasnęłam.

Poczułam jak mnie ktoś bierze na ręce. Zamrugałam kilka razy oczami po czym je otworzyłam. Harry niósł mnie na rękach do jakiegoś wielkiego domu. Zamknęłam szybko oczy, żeby nie zauważył, że już nie śpię. Czułam jak usiłował otworzyć drzwi, co nie było takie łatwe ze mną na rękach. Walczyłam z uśmiechem, który wkradał mi się na twarz. Po chwili chłopakowi udało się otworzyć drzwi. Wszedł do domu i  zamknął je z powrotem. Poczułam jak kładzie mnie na czymś. To chyba była kanapa. Usłyszałam jak odchodzi i otworzyłam oczy. Podniosłam się lekko i oparłam na łokciu. Rozglądnęłam się dookoła. Leżałam na wielkiej, białej rogówce, która stała na środku wielkiego pomieszczenia. Wszystko wokoło było takie wielkie i piękne. Wnętrze tego pokoju było niesamowite. Na przeciwko mnie wisiał ogromny telewizor. Jedna ściana była cała w szkle. Między wielkimi oknami były tej samej wielkości drzwi prowadzące do przepięknego ogrodu. Sufit był strasznie wysoko. Wisiał na nim ogromny żyrandol. Cudownie. O boże. Gdzie ja jestem? Wstałam i podążyłam do pierwszych lepszych drzwi. Prowadziły one na długi korytarz. Stojąc w progu drzwi popatrzyłam w lewo. Zobaczyłam drzwi frontowe. Usłyszałam stamtąd jak coś się rozbija. Poszłam w ich kierunku. Po drodze były kolejne drzwi. Stanęłam przed nimi i zobaczyłam Harry'ego. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Rozbite szkło leżało przed jego nogami. Weszłam do pomieszczenia, którym okazała się kuchnia. Była ona wielka tak, jak wszystko w tym domu. Otworzyłam szeroko oczy. Rozglądałam się po bokach jakby to było coś niemożliwego. Ten dom był piękny.
- Ty tu mieszkasz? - zapytałam.
- Tak sądzę. Nie podoba Ci się? - popatrzyłam na chłopaka.
- Żartujesz? Ten dom jest cudowny! - powiedziałam, a wręcz wykrzyczałam. Chłopak zaśmiał się. - Jesteś bogaty?
- To ma znaczenie? - zapytał marszcząc brwi.
- Nie. Tylko się pytam. Pierwszy raz jestem w tak luksusowym domu. - znów się uśmiechnął. - Dlaczego tu przyjechaliśmy?
- Dowiesz się w swoim czasie. - dlaczego nie chce mi powiedzieć?
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytałam, chcąc się dowiedzieć w jakim jesteśmy mieście. Chyba tyle mogę wiedzieć, tak?
- Manchester. - oh. - Obrzeża miasta.
- Fajnie. - byłam tu już kilka razy ale jakoś nie podobało mi się to miasto. Wolałam Londyn. Pochodzę stamtąd. Urodziłam i wychowałam się tam. To było moje miasto.
- Głodna? - zapytał schylając się by podnieść szkło. Podeszłam do niego by mu pomóc.
- Nie. - odpowiedziałam klękając naprzeciwko Harry'ego.
- Zostaw to. - powiedział.
- Chcę Ci pomóc.
- Skaleczysz się.
- Nie skaleczę. - westchnął głośno i zbierał dalej.
- Kurwa! - krzyknął nagle na co aż podskoczyłam. - Zostaw to, Laviva.
Podszedł do umywalki i podłożył palec pod wodę. On myślał, że ja sobie coś zrobię, a sam sobie krzywdę zrobił. Uśmiechnęłam się. Chłopak otworzył jedną z wielu szafek i wyciągnął z niej zmiotkę oraz łopatkę. Znowu uklęknął Zaczął zgarniać szkło by potem je wyrzucić. To,  co ja miałam w rękach również wyrzuciłam.
- Idziemy do miasta. Musimy Ci kupić jakieś ubrania.
- Przecież ja mam ubrania.
- Tak, ale nie odpowiednie.
- Jakie są odpowiednie?
- Zobaczysz.
Westchnęłam i zmarszczyłam brwi.


***


Wyszłam z przymierzalni pokazując się Harry'emu w ubraniach, które dla mnie wybrał.
- Nie podoba mi się. - zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego? Są świetne. Musisz teraz takie ubierać.
- Ponieważ?
- Ponieważ bez nich nie masz szans.
- Jakich szans? O co tu chodzi?
- Powiem Ci w domu. Weź wszystko co masz w przymierzalni i na sobie. Kupujemy.
-  Co? Nie! Ja nie chcę takich ubrań! - Harry mnie zdenerwował. Dlaczego kazał mi nosić takie ubrania? - Nie kupujemy ich. - powiedziałam i weszłam do przebieralni, żeby się ubrać w swoje ciuchy, które chłopak mi kazał ubrać dzisiaj rano. Wyszłam z niej ze wszystkimi ubraniami, które mi kazał kupić. Wyrwał mi je z rąk i poszedł do kasy. Bezczelny! Podążyłam za nim.
- Powiedziałam nie! - krzyknęłam stając obok niego. Zignorował mnie i położył ciuchy na ladę. Wkurzyłam się jeszcze bardziej. Wyciągnęłam z torebki portfel, chcąc zapłacić za zakupy. Gdy ekspedientka podała nam cenę do zapłacenia, Harry wziął mój portfel i włożył sobie do tylnej kieszeni w spodniach i zapłacił swoimi pieniędzmi. Ja go zabiję! Nie dość, że karze mi kupować coś, co mi się nie podoba to jeszcze za mnie płaci. Zwariuję! Pani przy kasie podała nam sześć wielkich torb zapełnione drogimi ciuchami. Otworzyłam szeroko oczy nie dowierzając co zrobił Harry. Dopiero teraz zauważyłam ile tego było. Chłopak wziął cztery torby, a ja dwie. Wyszliśmy ze sklepu.
- Co się tak szczerzysz? - zapytałam widząc, że ma wielkiego banana na twarzy.
- Nie mogę? Wolny kraj. - powiedział nie tracąc humoru.
- Yhym... - skomentowałam.
Włożyliśmy torby do bagażnika. Harry, jak oczywiście zawsze, otworzył i zamknął dla mnie drzwi, a sam usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i wyjechał z parkingu.
- Masz coś mojego. - powiedziałam przypominając sobie o moim portfelu, który Harry wciąż miał przy sobie.
- Wiem. Oddam Ci w domu. Prowadzę. - jakbym nie zauważyła... Przekręciłam oczami i wyglądnęłam przez okno.

- Głodna? - zapytał Harry, gdy wjeżdżał na teren swojej posiadłości.
- Tak. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To dobrze się składa. - zaparkował samochód przed domem.
Wysiedliśmy z pojazdu. Zabraliśmy torby z ubraniami i weszliśmy do domu.
- Na pierwsze piętro. - powiedział dając mi przejść pierwszą. Weszłam po ogromnych schodach. U góry było równie pięknie jak na dole. Harry mnie wyprzedził i wszedł do jakiegoś pomieszczenia. Podążyłam za nim. - To twój pokój. - powiedział, gdy byłam już w drzwiach.
Szczęka mi opadła. Sufit był jeszcze wyżej niż na dole.  Na nim również wisiał żyrandol. Okna były większe i przykryte zasłonami, które zwisały aż z sufitu. Na środku pokoju stało przeogromne łóżko. Na przeciwko niego wisiał telewizor tak, jak w salonie. Jedną ścianę zajmował wielki regał. Było na nim kilka książek. Po drugiej stronie pokoju było wielkie, półokrągłe biurko. Niedaleko niego były drzwi, do których wszedł chłopak. Poszłam za nim. To co tam zobaczyłam było niesamowite! To była przepiękna garderoba! Jej półki były puste. Nie mogłam się już doczekać, aż je zapełnię starymi oraz nowymi ubraniami. Na samym końcu pomieszczenia po lewo było wielkie lustro. Po prawo kolejne drzwi. Odstawiłam torby z ubraniami, które wciąż trzymałam i otworzyłam te drwi. Zobaczyłam piękną łazienkę. Było ogromna. Jedna ściana była cała w lustrze, a reszta ścian była czarnych płytkach. Podłoga była biała. Wanna, prysznic, toaleta, umywalki i półki również były białe. Biel i czerń nie były jedynymi kolorami. Czerwień również się tu pojawiała ale znacznie rzadziej. Odwróciłam się w stronę drzwi i dostrzegłam w nich Harry'ego uśmiechającego się od ucha do ucha. Odwzajemniłam jego gest.
- To wszystko jest piękne. - powiedziałam wciąż nie dowierzając, że tu jestem.
- Cieszę się, że Ci się podoba. To twój nowy dom na jakiś czas.
- Żartujesz?
- Nie.
- Na jak długo? - nie chciałam już pytać dlaczego tu będę mieszkać bo wiedziałam, że mi nie odpowie.
- Nie wiem. Może już na zawsze. W każdym razie nie wrócisz do twojego starego mieszkania. Jutro przyjadą tu wszystkie twoje rzeczy, a mieszkanie zostanie sprzedane.
- Ale dlaczego? Przecież tam jest mój dom. Tam się urodziłam i wychowałam.
- Wiem ale nie jesteś tam bezpieczna. Nie pamiętasz co mówił Ci Nathan? Jesteś w niebezpieczeństwie. Tam jesteś w niebezpieczeństwie. Tu jesteś bezpieczna. Musisz tu zamieszkać. Musisz. - teraz nikt z nas się już nie uśmiechał. Właśnie, Nathan. Co się z nim dzieje?
- Gdzie jest Nathan? - zapytałam mając nadzieję, że wie i mi odpowie.
- W Manchester. Możesz się z nim spotkać w każdej chwili. On tu mieszka.
- Masz z nim kontakt?
- Tak. Dogadaliśmy się jakoś co było dla mnie wyzwaniem. Nie przepadamy za sobą.
- Aha. - nie wiedziałam co powiedzieć. Mogłam spotkać Nathan'a! Może mi wreszcie ktoś wyjaśni o co w tym wszystkim chodzi? Bardzo bym chciała wiedzieć dlaczego jestem w niebezpieczeństwie.
- Omińmy dzisiaj ten temat. Ubierz jakąś sukienkę.
- Po co? - zapytałam.
- Idziemy na kolację do mojego znajomego. Ma dzisiaj urodziny.
- Nie mam ochoty...
- Nie jęcz. Idziesz.
- Ale...
- Żadne ale. Pójdź, proszę. - przerwał mi. Westchnęłam.
- Ok... - chłopak się uśmiechnął.
- Ubierz coś co dzisiaj kupiliśmy, ok?
- No dobra. A tak a propos, masz mój portfel.
- Aaa, tak. - wyciągnął portfel z kieszeni i mi go podał.
- Dzięki. - powiedziałam i odebrałam moją własność. Harry poszedł gdzieś tam i zostawił mnie, abym się ubrała. Nie miałam zielonego pojęcia co ubrać.
Poukładałam wszystkie nowe ciuchy na półki. Harry w międzyczasie przyniósł mi moje walizki, których zawartość również dostała swoje miejsce w garderobie oraz pokoju. Teraz musiałam się tylko ubrać na tą kolację...

Gotowa na kolację, zeszłam na dół. Przy schodach stał Harry. Patrzył na mnie z dołu i się uśmiechał. Był ubrany w garnitur.
- Wyglądasz... Łał. - powiedział gdy schodziłam z ostatniego schodka.
- Dzięki. Ty też wyglądasz nieźle. - uśmiechnęłam się.
Chłopak zbliżył się do mnie.
- Mówiłem Ci już, że wyglądasz nieziemsko? - kolana się pode mną ugięły. Zbliżył się jeszcze o dwa kroki. - Jesteś słodka gdy się rumienisz. - uśmiechnął się.
Jeju. Te jego dołeczki. Cudne. Nie, nie! Przestań, Laviva, przestań!
- Harry... - powiedziałam cicho gdy zbliżył się jeszcze bardziej. Nasze twarze dzieliły dwa centymetry. Zbliżył się. Jeden centymetr. Zbliżył się. Pięć milimetrów. Zbliżył się... Odsunął się. Odetchnęłam z ulgą. Dziękowałam w myślach temu, kto postanowił zadzwonić do Harry'ego w takim momencie. Chłopak odebrał odsuwając się ode mnie.
- Tak? - zaczął rozmowę. - Będziemy niedługo. - skończył ją.
Odwróciłam od niego wzrok zawstydzona co się przed chwilą wydarzyło.
- Idziemy? - zapytał.
Skinęłam głową. Wyszliśmy.



_____________________________________________________
Bardzo, bardzo przepraszam, że tak długo mi to zajęło! Moje życie prywatne na prawdę nie jest fajne i nie mam po prostu czasu. Wszystko mi się wali. Nic nie idzie po mojej myśli. Mam ochotę umrzeć...

Dziękuję za wszystkie komentarze i za 1050+ wejść!

Dziękuję również dwóm osobą, które postanowiły mnie wesprzeć i napisały takie miłe słowa. Od razu mi się lepiej zrobiło. Ginny oraz Ola Cykowska - dziękuję wam z całego serca! Na prawdę potraficie podnieść człowieka na duchu! Kocham was bardzo, bardzo mocno!

Teraz do wszystkich czytelników: kocham was!

poniedziałek, 11 listopada 2013

sobota, 26 października 2013

Chapter 3

- Nazywam się Harry Styles. Mam dwadzieścia lat. Pochodzę z małej miejscowości. Nie mam rodziny za to wspaniałych przyjaciół. Moje życie jest zjebane. Chciałbym naprawić błędy mojego popierdolonego ojca ale nie mogę. Nie palę, nie piję. Jestem bogaty, z czego nie jestem zadowolony. Nie zawsze można na mnie liczyć. Jestem agresywny, więc lepiej mnie nie wkurwiaj. Nie obchodzi mnie zdanie innych. Nie rozumiem tej popieprzonej miłości, której nigdy nie poczuję. Czasami traktuję ludzi jak gówno nie zdając sobie sprawy jak ich to rani. Nie jestem ideałem, ani frajerem. Nie trzeba się mnie bać, jeżeli nie stoi mi się na drodze. Myślę że to na razie wystarczy. Twoja kolej. - umm, co? Gapiłam się na niego z otwartą buzią. - Hej, żyjesz? - pomachał mi ręką przed twarzą.
- Um, tak... - powiedziałam niepewnie. Spuściłam głowę na dół.
- Co się stało? - zapytał... troskliwie? Wciąż się go bałam. Wyznał mi właśnie że jest agresywny, dlatego nie powinnam go denerwować i że nie muszę się go bać jak nie stoję na jego drodze. Skąd mam wiedzieć czy na niej stoję? Mam się bać? Nie wiem, ale się boję.
- Nic. - powiedziałam tak cicho, że prawie nie usłyszał. Byłam zawstydzona bo wpatrywałam się na niego jak zahipnotyzowana. Podniósł mój podbródek, czym zmusił mnie na popatrzenie się na niego.
- Boisz się mnie? - zapytał delikatnie. Ja tylko skinęłam głową. - Nie podoba mi się to. - och. Znów spuściłam głowę. Obawiałam się że mi coś zrobi. Przecież był niebezpieczny.
- Jestem śpiąca. - powiedziałam szybko. Tak na prawdę nie byłam ale nie chciałam być tu z nim. Nawet nie wiem kim on jest.
- Chcesz iść spać?
- Tak. - zmarszczył brwi.
- Dobrze. Jutro mi o sobie opowiesz. - co? - Mogę się zatrzymać tu na noc? - zapytał uśmiechając się.
Co ja mam teraz zrobić? Jak mu odmówię może mi coś zrobić. A jak się zgodzę? Też jest możliwość że mi coś zrobi. Mój boże...
- Um, ok. - powiedziałam wstając. On zrobił to samo.
- Mogę się przespać na kanapie?
- Jasne.
- No chyba że wolisz żebym spał z tobą? - uśmiech wkradł się na jego twarz. Ukazały się dołeczki na obu policzkach. Za każdym razem gdy się uśmiechał było je widać. Są słodkie. Boże, Laviva. Przestań!
- Nie, dzięki. - powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
- Dobranoc. - powiedział znów się uśmiechając.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Dobranoc. - poszłam.



***


- Mówiłem Ci, kurwa, żebyś mu tego nie mówił! - obudziły mnie krzyki. Wstałam z łóżka. Podążyłam do drzwi. Stanęłam przy nich i zaczęłam się przysłuchiwać jednostronnej rozmowie. - Jeszcze raz taki numer wywiniesz to jest po tobie! Nie mam ochoty z tobą gadać!
Harry chyba rozmawiał z kimś przez telefon.
Wyszłam powolutku z pokoju. Chciałam iść niezauważona do toalety ale mi się nie udało...
- Dzień dobry, śliczna. Jak się spało? - nazwał mnie właśnie śliczną?
- D...dobrze.
- Wciąż się mnie boisz? - skinęłam - Przestań, proszę. Przecież Ci nic nie zrobiłem, prawda? Rozmawiaj ze mną normalnie. Zachowuj się jak zawsze. Wiem że Nathan Ci naopowiadał jakiś bajeczek i połowę na pewno wymyślił żebyś się bardziej bała i dlatego była ostrożniejsza, ale uwierz mi, że masz się niczego bać. Ok?
- Ok. - Nathan. Gdzie on jest? - Muszę... Umm. - wskazałam na łazienkę.
- To idź. Jesteś głodna?
- Trochę. - weszłam do łazienki i zrobiłam to, co zrobić musiałam. Wiecie o czym mówię...
Gdy wyszłam Harry stał oparty o ścianę na przeciwko łazienki. Robił coś na swoim telefonie.
- Ubierz się. Jedziemy. - powiedział pisząc coś na urządzeniu elektronicznym który trzymał w ręce.
- Gdzie jedziemy? - stanęłam jak najdalej od niego.
- Coś zjeść i może na spacer? - spojrzał na mnie i się uśmiechnął . Za chwilę znowu wrócił do poprzedniej czynności.
Ominęłam go i weszłam do sypialni. Szybko się ubrałam. Wykonałam poranną toaletę. Harry stał już przy drzwiach. Wyszliśmy nie odzywając się. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Jechaliśmy dziesięć minut. Zatrzymaliśmy się nagle pod McDonald's. Oh, na prawdę? Myślałam że pojedziemy do jakiejś kawiarni czy coś. Nie wydaje mi się żeby frytki były dobre na śniadanie...
Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy oknie. Deszcz zaczął padać. Wyglądałam przez okno. Patrzyłam na wszystkie samochody przejeżdżające obok nas. Były rozmazane przez ciecz, spadającą z nieba.
- Co się stało? - z zamyślenia wyrwał mnie chrapliwy głos.
- Co? Nie, nic. Przepraszam. - dopiero teraz przypomniało mi się z kim ja tutaj jestem.
- Nie przepraszaj. Jest ok. - uśmiechnął się. - Chyba nie pójdziemy na ten spacer. - spoglądnął w stronę okna. Dziękowałam Bogu za to! Nie chciałam iść na żaden spacer.
- Trudno. - powiedziałam cicho.
- Ej, boisz się mnie jeszcze?
- Tak.
- Przecież Ci powiedziałem żebyś się nie bała, tak? Nic Ci nie zrobię. To nie ja jestem tym zły.
Skinęłam głową i znów wyjrzałam przez szybę obok mnie. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Zastanawiałam się gdzie jest Nathan i co robi? Mam nadzieję że nic mu się nie stało. Nie odezwał się do mnie odkąd zniknął. Pani Elizabeth tak samo zrezygnowała ze skontaktowania się ze mną. Dlaczego? Co się dzieję? Nie rozumiem tego wszystkiego. Znika jeden, druga wyjeżdża, przyjeżdża trzeci. To jest jakieś dziwne.
- O czym tak myślisz? - oh. Znowu mnie przyłapał na rozmyślaniu.
- O niczym
- Nie kłam! Przecież widzę.
- Martwię się.
- O kogo?
- O Nathan'a.
Chłopak zmarszczył brwi. Przestraszyłam się.
- Nic mu nie jest. Nie martw się.
- Znasz go? - przypomniało mi się że wczoraj o nim wspomniał.
- Tak. Wiem gdzie jest i co robi. Uwierz mi, nic mu nie jest.
- Oh, ok... - spuściłam głowę.
Skąd on to wszystko wie?
Wytarłam ręce w serwetkę. Pozbierałam wszystkie śmieci i zwaliłam je na tackę. Harry zrobił to samo. Odnieśliśmy pozostałości i wyszliśmy. Szybko pobiegliśmy do samochodu, aby się schować przed deszczem. Byliśmy cali mokrzy bo szanowny pan Styles zaparkował na końcu parkingu zamiast przed samą restauracją.
- To co robimy? - zapytał gdy byliśmy już w aucie.
- Nie miałabym nic przeciwko gdybyś mnie odstawił do domu. Muszę się przebrać.
- Wyschniesz.
- Jestem przemoczona do ostatniej nitki!
- Na prawdę? Pokaż. - uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka.
- Harry, proszę.
- Gdzie jedziemy?
- Kurde, Harry! Proszę Cię żebyś mnie zawiózł do domu.
- Po co?
Chciałam otworzyć drzwi i wyjść ale były zablokowane.
- Gdzie się wybierasz? - znowu się uśmiechnął.
- Na przystanek.
- Chcesz jechać autobusem?
- Tak, chcę.
Chłopak odpalił silnik. Wyjechał z parkingu. Jechaliśmy w ciszy grobowej. Nawet radio nie grało. Gdy dojechaliśmy pod mój blok przestało padać. Weszliśmy do mieszkania. Pobiegłam po jakieś ciuchy i przebrałam się w łazience. Gdy wyszłam Harry siedział po turecku w salonie na podłodze i oglądał telewizor.  Na kolanach trzymał mojego miśka pluszowego, którego dostałam od kuzyna. Wyglądało to komicznie. Stanęłam w drzwiach i patrzyłam na niego przez chwilę. Wszystkie moje obawy zniknęły. Nie bałam się go już. Gdyby chciał mi coś zrobić nie byłby taki miły dla mnie. Tak myślę... Odwróciłam się i podążyłam do kuchni. Zaparzyłam wodę. Z szafki wyjęłam dwa kubki i włożyłam do nich torebki z herbatą. Zalałam wszystko wodą i zaniosłam na ławę do salonu. Usiadłam na kanapie. Przez chwilę patrzyłam na telewizor ale mój wzrok podążył na chłopaka siedzącego przede mną. Spojrzał na mnie przez ramię. Uśmiechnął się. Wstał i usiadł obok mnie. Zrobił łyk herbaty i dalej oglądał jakiś film. Gdy ten moim zdaniem denny film się skończył Harry spojrzał na misia, którego wciąż miał na kolanach.
- Skąd go masz?
- Dostałam od kuzyna na walentynki.
- Mam takiego samego. - ukazał dołeczki.
- Oh, fajnie. - też się uśmiechnęłam.
- Jesteś znudzona? - zapytał.
- Trochę. Ten film był nudny.
- Jaki jest twój ulubiony film?
- Nie mam ulubionego ale "Kiedy Harry spotkał Sally" jest bardzo interesujący.
- Klasyka. Oglądamy.
Z szafki obok telewizora wyciągnęłam płytę. Włączyłam ją. Nie oglądnęłam filmu do końca bo w połowie zasnęłam... w objęciach Harry'ego.




poniedziałek, 14 października 2013

Chapter 2

Obudziło mnie gwałtownie pukanie. Poderwałam się wystraszona z łóżka. Podeszłam do drzwi.
- Kto tam? - krzyknęłam.
- To ja, Nathan. Wpuść mnie proszę. - otworzyłam szybko drzwi. Gdy wszedł znowu zamknęłam je na klucz.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Nic Ci nie jest? - zapytał widocznie zatroskany i przestraszony.
- A co ma mi być?
- Czyli jeszcze go nie spotkałaś. To dobrze. - ulżyło mu. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Kogo nie spotkałam?
- To dość długa historia.
- Do końca korytarza i w lewo. Czekaj tam na mnie. - chłopak skinął głową i ruszył do salonu.
Ja się szybko ubrałam, wykonałam krótką toaletę i dołączyłam do niego.
- Chcesz coś pić albo jeść? - zapytałam go.
- Nie dzięki. - usiadłam obok niego na kanapie. - Nie będę Ci opowiadał wszystkiego. Nie teraz.
- Co to znaczy "wszystkiego"?
- Dowiesz się w swoim czasie. Jeśli chcesz się dowiedzieć o co mi chodzi to lepiej słuchaj i nie zadawaj tak dużo pytań, ok?
- Ok. - maruda.
- Pamiętasz swojego chłopaka, Matt'a? - przytaknęłam. Jak mogłabym o nim zapomnieć? Był całym moim światem. - Pamiętasz również jego śmierć, mam rację? - znów przytaknęłam. Dlaczego on o tym mówi? - Mężczyzna, który go zabił wciąż siedzi w więzieniu ale niedługo wyjdzie. Ma on plan znaleźć Cię i prawdopodobnie skrzywdzić. Chce Cię wykorzystać do rzeczy bardzo nieprzyzwoitych i nielegalnych. Jego syn również Cię poszukuje ale nie wiem czy chce Ciebie chronić, pomóc swojemu ojcu czy sam zrobić coś złego. Wiem jedynie że on nienawidził swojego ojca. Jeżeli któryś z nich Cię znajdzie będziesz w niebezpieczeństwie. Musisz na siebie uważać. - och. To co usłyszałam na prawdę mnie przeraziło. Bałam się.
- Ale skąd ty to wszystko wiesz i skąd mnie znasz?
- Lubisz zadawać pytania, nieprawdaż? - nie. - To nie ma znaczenia skąd o tym wiem. Znam Cię ponieważ Matt był moim kumplem.
- Nigdy o tobie nie słyszałam. - powiedziałam mu zdziwiona. Znałam wszystkich znajomych Matt'a a on znał moich. Dlaczego mi nie powiedział o Nathan'ie?
- Wiem. - och. - Proszę Cię, nie wychodź nigdzie sama. Zamieszkaj z panią Elizabeth albo u mnie. Ja też mogę u Ciebie zamieszkać. To bardzo niebezpieczne żebyś została tu sama. Jeżeli będziesz z kimś to grozi Ci mniej. - grozi mi mniej? Co?! - Jeżeli będzie działo się coś dziwnego albo niepokojącego to mi daj znać. Zareaguję natychmiast.
Powinnam mu powiedzieć o tym sms'ie?
- Nathan?
- Tak?
- Popatrz się. - podłożyłam mu telefon pod nos. Chłopak przeczytał sms'a.
- Mój boże! Nigdzie sama nie wychodzisz. Będę za tobą chodził jak cień. Zamieszkam u Ciebie na tak długo jak to potrzebne.
- Ale...
- Żadne ale. Zauważyłaś jeszcze coś dziwnego?
- Taki czarny Range Rover stoi codziennie pod blokiem. Nigdy go tu nie widziałam.
Nathan wstał i podszedł do okna.
- Już tu jest. - miałam wrażenie że nie chciał tego powiedzieć na głos bo na prawdę cicho to zrobił. Niestety dosłyszałam.
- Kto tu jest? Ten, który zamordował Matt'a?
- Nie. Jego syn. - podeszłam do okna. Zobaczyłam jak "jego syn" odjeżdża. Byłam bardzo ciekawa jak się nazywał ale nie chciałam już dłużej męczyć Nathan'a pytaniami, które ewidentnie uważał za monotonne.
Popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. 9:32.
- Cholera! - krzyknęłam.
- Co się stało?
- Już dawno powinnam być u pani Elizabeth.
Wbiegłam do sypialni zabrałam kurtkę i torebkę i wybiegłam na korytarz. Nathan właśnie otwierał drzwi.



***


- Przepraszam. Źle się czułam. Nie mogłam przyjść wcześniej. - okłamałam starszą panią wchodząc do salonu gdzie siedziała.
- Nic się nie stało. Dobrze wiesz, że nie musisz tu przychodzić.
- Tak, wiem. - uśmiechnęłam się. Pani Elizabeth odwzajemniła ten gest. Zauważyłam że coś przykuło jej uwagę. Spojrzałam przez ramię na chłopaka stojącego za mną.
- Umm... Proszę Pani, to jest Nathan. Mój... - kim on dla mnie jest? - ...przyjaciel. - uśmiechnęłam się.
- Miło panią poznać. - powiedział chłopak. Podszedł do niej i wyciągnął rękę w jej stronę. Uścisnęła ją. Uśmiechnęli się do siebie.
- Mi też miło Cię poznać.
Dzień minął jak co dzień. Jedyna różnica jest taka, że Nathan go z nami spędził.
Zanim poszliśmy do mnie Nathan mnie poprosił żebym poszła z nim do jego domu. Postanowił u mnie zamieszkać dla mojego bezpieczeństwa, więc musiał zabrać jakieś rzeczy ze sobą.
- Fajne mieszkanie. - powiedziałam oglądając zdjęcia wiszące na ścianie w jego sypialni. Był na nich on, jego przyjaciele i rodzina. Bynajmniej tak mi się wydaje. Nathan szybko się spakował. Zdążyłam zobaczyć całe jego mieszkanie. Było podobne do mojego tylko moje było mniejsze.
Gdy wychodziliśmy spotkaliśmy jego sąsiada jak się okazało.
- Uuu, Nath. Wyrwałeś sobie panienkę. No nareszcie. - widać że był pijany. - Cześć, maleńka. Uśmiechnął się do mnie. Skrzywiłam się gdy podszedł bliżej o dwa kroki.
- Zostaw ją. - przede mną stanął Nathan.
- No co ty. Pożycz mi tą dupę. Tylko na dzisiaj. - przesłyszałam się chyba, tak?
- James, radzę Ci się odsunąć i nie mów tak do niej.
- Dobra, dobra. - powiedział i podniósł otwarte ręce na wysokość jego ramion. Wszedł do swojego mieszkania już nic nie mówiąc.
- Przepraszam. - powiedział Nathan.
- Nic się nie stało. Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Po drodze do domu kupiliśmy jeszcze coś do jedzenia.
- Twoje rzeczy możesz dać do garderoby. Gdzie chcesz spać? W łóżku czy na kanapie? Jest rozkładana i wygodniejsza od łóżka.
- Kanapa. - powiedział. Odłożył torbę do garderoby i poszedł do salonu. Zrobiłam popcorn i dołączyłam do niego. Oglądnęliśmy film po czym zasnęłam.


***


06:11. Obudziłam się w moim łóżku. Zdjęłam z siebie kołdrę. Spałam w ubraniu? Nathan musiał mnie przenieść. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz. Weszłam do salonu. Nie było go tam.
- Nathan? - zawołałam wchodząc do kuchni. Tu też nie.
- Nathan?! - szłam w stronę drzwi wejściowych. Zobaczyłam na nich karteczkę.
"Musiałem wyjechać. Nathan."
Co? Jak to musiał wyjechać? Dokąd? Przecież powiedział że będzie chodził za mną jak cień i  nagle musiał wyjechać? Coś tu nie grało. Postanowiłam do niego zadzwonić.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. "Tu Nathan Blue. Po sygnale zostaw wiadomość. Piiiiiiiiii." 
To są jakieś żarty, tak?
Po porannej toalecie ubrałam się i poszłam do pani Elizabeth.
- Wyjeżdżam jutro do mojej przyjaciółki. Nie będzie mnie przez dość długi czas.
Och.
- A Cece?
- Biorę ją ze sobą. Prosiłabym Cię tylko o podlewanie kwiatów co jakiś czas. Nie będzie to dla Ciebie problemem, prawda?
- Oczywiście że nie. Nigdy mi Pani nie mówiła, że ma Pani jakąś przyjaciółkę.
- Mieszka w Glasgow.
- Och. To bardzo daleko.
- Tak. Muszę się jeszcze spakować.
- Pomogę Pani.
- Dziękuję ale nie musisz.
- Nie muszę ale chcę. - uśmiechnęłyśmy się.
Po kolacji pomogłam starszej pani się spakować. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i pożegnałyśmy się.
Leżałam w swoim łóżku. Zastanawiałam się co teraz będzie. Pani Elizabeth wyjechała, Nathan tak samo. Jestem poszukiwana przez kryminalistę i jego syna. Co się teraz stanie? Jak mnie znajdą? Co mi zrobią? Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane? Ja chcę swoje dawne życie z powrotem. Tęsknie za tym wszystkim co było. Rodzina, chłopak, przyjaciele... Radość, śmiech... Nie ma tego. Czasami spotykam się ze znajomymi ale to nie to samo co kiedyś. Zamknęłam oczy.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Och, to znowu sms.






Znowu zdzwonił. Kolejny sms.






Co ja mam teraz zrobić? A jeśli to ten kryminalista? Jezu, Nathan wróć!
Po dłuższych przemyśleniach postanowiłam otworzyć drzwi. Podeszłam do nich. Chciałam chwycić za klucz ale się powstrzymałam. Długo się wahałam. Poddałam się. Przekręciłam klucz. Powoli otworzyłam drzwi. Idiotka ze mnie! Zza drzwi wyłonił się wysoki chłopak. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
- Dobry wieczór. - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Cofnęłam się o krok do tyłu.
- Nie bój się mnie. Mogę wejść? - skinęłam lekko i niepewnie głową. - Dziękuję.
Wszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Chłopak ruszył w stronę salonu. Poszłam za nim.
- Ładne mieszkanie. - powiedział siadając na kanapie. - Słodka piżamka. - uśmiechnął się.
Och. Miałam na sobie piżamę z zebrą. Zapomniałam.
- Czemu się nie odzywasz? Powiedz coś. Chcę usłyszeć twój głos.
Co? Boję się. Podszedł do mnie.
- Nie bój się mnie, proszę. Nie chcę zrobić Ci krzywdę. Jestem tu żeby Cię chronić. Ufaj mi, proszę.
- N...nie mogę. - o jezu! Powiedziałam coś.
- Dobrze. W takim razie poznajmy się bliżej. Może wtedy mi zaufasz. - powiedział z powrotem siadając na kanapę. Poklepał miejsce obok siebie. - No chodź. - uśmiechnął się.
Usiadłam obok niego. Nagle zaczęłam się trząść. Bałam się.




niedziela, 13 października 2013

Chapter 1

Życie. Starsi ludzie zawsze powtarzają że to najpiękniejsze słowo na świecie. Po nim jest miłość, a następnie wiara. Oni prowadzą spokojne życie. Nie martwią się o to co będzie jutro. Dążą do jednego celu. Chcą umrzeć szczęśliwi. Cieszą się każdą najmniejszą rzeczą. Stworzysz im odrobinka dobra a oni uważają Cię za bohatera. Jedyna negatywna rzecz w tych ludziach jest to, że nawet sobie nie zdają sprawy jakie życie może być okropne. Jak to bardzo boli gdy stracisz to, co dla Ciebie jest najważniejsze. Jakie to obrzydliwe uczucie gdy nie masz powodu by istnieć. Gdy straciłeś go w mgnieniu oka. Nie zdążyłeś przeżyć tej chwili, której chciałeś przeżyć. Została Ci ona zabrana spod nosa. Ot tak. To niewyobrażalne jak moje życie się zmieniło. Stanęło na głowie obracając się o 180°. To nie to życie, które miałam zamiar przeżyć. To nie ten świat, na którym miałam zamiar mieszkać. To nie to.


***


Szłam ciasnymi uliczkami na obrzeżach tego dużego miasta. Było już dosyć ciemno. Wracałam od starszej pani, której zdecydowałam się pomóc. Chodziłam do niej codzienne. Robiłam jej trzy posiłki dziennie: śniadanie, obiad i kolację. Pomagałam w domu, chodziłam za nią na zakupy... Dlaczego byłam aż tak zaangażowana pomaganiem akurat tej osobie? Straciła rodzinę. Nie ma nikogo, podobnie jak ja. Jest sama. Może liczyć jedynie na mnie. Nie wychodzi praktycznie poza teren jej domu. Latem uwielbia przesiadywać w ogródku, zaś w zimie przy cieplutkim kominku w salonie.
Deszcz zaczął padać. Miałam na sobie tylko cienką kurtkę. Ubrałam kaptur na głowę. Zaczęłam iść szybciej. Gdy doszłam do bloku, w którym mieszkałam wyciągnęłam z kieszeni klucze i pospiesznie otworzyłam drzwi. Pobiegłam po schodach na drugie piętro. Otworzyłam moje mieszkanie. Zdjęłam przemoknięte buty i kurtkę. Podeszłam do garderoby i wyciągnęłam z niej piżamę. Poszłam do łazienki. Rozebrałam się. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Gorąca woda oplatała moje ciało. Lała się ze mnie strumieniami. Wzięłam do ręki żel pod prysznic i wylałam całą zawartość na swoje ciało. Piękny zapach nowo zakupionego płynu rozprzestrzenił się w całej kabinie przechodząc do całego pomieszczenia. Rozsmarowałam to, co woda nie zdążyła zmyć po całym moim ciele. Włosów nie umyłam. Zmoczyłam je tylko wodą. Wyłączyłam ją. Stałam tam i czekałam aż woda całkiem ze mnie spłynie. Ostatnie pojedyncze krople wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się i wysuszyłam włosy.
Byłam głodna. Zamówiłam pizzę. W trybie natychmiastowym dostarczył mi ją dość młody chłopak. Wydawał mi się znajomy ale nie miałam zielonego pojęcia skąd go znam. A może mi się coś pomyliło? Nie wiem. Zapłaciłam należną sumę. Gdy chciałam zamknąć drzwi on je zatrzymał.
- Uważaj na siebie. - powiedział. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji czy uczuć. Mogłam jedynie z jego głosu odczytać, że się martwi.
- Co masz na myśli?
- Uważaj. On jest coraz bliżej. Możesz się znaleźć w niebezpieczeństwie.
- Co? - o co mu chodziło? To są jakieś żarty? Kto jest coraz bliżej i dlaczego jestem w niebezpieczeństwie? Kim ten chłopak w ogóle jest?
Odwrócił się i poszedł.
- Czekaj! - nie zatrzymał się. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co mam zrobić.
Odłożyłam karton na blat kuchenny. Z szafki wyciągnęłam mały talerzyk. Nałożyłam na niego kawałek pizzy i nalałam sobie soku do szklanki. Usadowiłam się wygodnie na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Leciałam po kanałach skubiąc co jakiś czas pizzę. Po jakichś trzech minutach znalazłam ciekawy film. Film się skończył. Nie zjadłam całej pizzy bo już nie miałam miejsca w moim brzuchu. Posprzątałam po sobie i położyłam się spać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział mi ten chłopak...



***


06:00. Budzik. Czas wstawać. Wygramoliłam się z łóżka. Wyjrzałam przez okno pocierając zaspane oczy. Wszędzie było mokro po wczorajszym deszczu. Było jeszcze trochę ciemno. Latarnie słabo oświecały ulice. Na zewnątrz było jak zawsze. Te same samochody, ten sam kot siedzący pod ławką... Nic szczególnego. Popatrzyłam się jeszcze trochę. Gdy się już całkowicie obudziłam zauważyłam zmianę. Range Rover. Co on tu robił? Nikt w okolicy nie miał takiego auta. Pomyślałam że może któryś z moich sąsiadów osiedlowych ma gości. Ale kto? Znałam tu wszystkich, choć osiedle było dość duże. To auto bardzo przykuło moją uwagę. Postanowiłam się tym nie przejmować. Po porannej toalecie, ubrałam się i zjadłam szybkie śniadanie. Była 06:58. Wróciłam do mojego pokoju by zabrać torebkę. Jeszcze raz szybko wyjrzałam przez okno. Znikło. Nie było tam tajemniczego samochodu. Dziwne.
Weszłam do sklepu. Kupiłam to, co miałam kupić i wyszłam. Szłam do pani Elizabeth. Tej starszej pani, którą się opiekuję.
Pod domem pani Elizabeth był chłopak. Opierał się o bramę. Podeszłam do furtki chcąc ją otworzyć i wejść. Nagle chłopak złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego. No nie! Przecież to ten sam chłopak, który przywiózł mi wczoraj pizzę!
- Czego chcesz? - zapytałam dość szorstko wyrywając swoje ramię z jego uścisku.
- Uważaj na siebie. - no wiem. Wczoraj mi to mówiłeś...
- O co chodzi?
- On już tu jest. Nie chodź nigdzie sama. Jesteś w niebezpieczeństwie.
- Co? Kto tu jest? - o co mu chodzi? W jakim niebezpieczeństwie?
- Po prostu na siebie uważaj. Jak się coś stanie lub będziesz chciała się ze mną skontaktować, zadzwoń. - podał mi kartkę z numerem telefonu. Przez chwilę się wahałam ale ją zaakceptowałam i schowałam do kieszeni.
- Kim jesteś? - zapytałam już łagodniej.
- To nie ma znaczenia.
- Zaczepia mnie jakiś facet i mówi że jestem w niebezpieczeństwie i że mam na siebie uważać. Daje mi swój numer telefonu i mówi, że jak coś się będzie działo mam do niego zadzwonić. Chyba mogę do cholery wiedzieć jak masz na imię, tak? - wybuchłam niekontrolowanie.
- Masz rację. Przepraszam. Jestem Nathan. - powiedział i podał mi rękę. Uściskałam ją.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś. Przepraszam Cię ale muszę już iść. Do usłyszenia. - po pierwsze: nie ładnie przerywać komuś w połowie zdania; po drugie: skąd on mnie zna?; po trzecie: CO?!
- Czekaj! - poszedł. Znowu. Co to do cholery było?
Weszłam do domu pani Elizabeth. Rozglądnęłam się po parterze. Zauważyłam Cece siedzącą na parapecie. Cece to kotka pani Elizabeth. Dokładnie przyglądała się deszczu, który znów zaczął padać.
- Pani Elizabeth? - zawołałam starszą panią.
- Jestem. - ni stąd, ni zowąd wyłoniła się zza drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam uśmiechając się.
- Dzień dobry. - odpowiedziała, również się uśmiechając. - Wyspałaś się? 
- Tak. A Pani?
- Spałam dziś bardzo dobrze.
- Cieszę się.
Zrobiłam lunch, potem pomogłam pani Elizabeth robić obiad no i pod wieczór kolację. Dzień minął jak zawsze. Miło spędzałam czas z starszą panią no i oczywiście Cece. Wróciłam do domu. Przed budynkiem znów zauważyłam czarnego Range Rover'a. Udawałam że go nie widzę i przeszłam obok niego obojętnie. Oddaliłam się od niego o około pięć metrów. Przez ramię popatrzyłam się na samochód. Zobaczyłam kogoś siedzącego za kierownicą. Wystraszyłam się. Patrzył się uważnie w moją stronę. Zaczęłam iść szybciej. Jeszcze dwa kroki. Jestem bezpieczna. Popędziłam szybko schodami do mojego mieszkania. Zamknęłam się. Sprawdziłam trzy razy czy na pewno są dobrze zamknięte. Poszłam do sypialni i wyjrzałam przez okno. Znikł. Nigdzie go nie było. Stały tam tylko te same samochody, które stoją tam zawsze. Co to miało być?
Leżałam w łóżku wtulona w poduszkę chcąc zasnąć. Próbowałam nie myśleć o niczym lecz mój mózg ciągle wspominał Nathan'a i jego słowa: "Uważaj na siebie". Dodatkowo ten podejrzany samochód. Zamknęłam oczy jeszcze raz próbując wpaść w głęboki sen. Nagle mój telefon zaczął świecić i krótki dźwięk wydostał się z jego głośników. Odblokowałam ekran. Sms. Kto mógłby mi wysłać sms i to o tej porze? Wyświetliłam go. To co przeczytałam zszokowało mnie.





Co? Kto to jest? Skąd zna moje nazwisko? Skąd ma mój numer?
Chciałam zadzwonić do Nathan'a ale pomyślałam sobie że jest trochę za późno. Odłożyłam telefon na szafkę nocną. Powoli odpływałam myśląc nad tym co powiedział Nathan: "Jesteś w niebezpieczeństwie". Teraz się tak czuję. Odpłynęłam. 




______________________________________________________

Cece (czyt. Sisi)
Jones (czyt. Dżołns)

niedziela, 29 września 2013

Prolog.

Widziałam to na własne oczy. Z uśmiechem na twarzy pociągnął za spust. Boom! Upadł. Krwawił. Mocno krwawił. Kula została w jego ciele. Tuż obok serca. Obok jego złotego serca. Był dobrym człowiekiem. Zawsze troszczył się o innych. Pomagał ludziom jeżeli potrzebowali pomocy. Sam nigdy nie chciał dać sobie pomóc. Nie obchodziło go czy jemu jest dobrze. Rodzina, przyjaciele... Byli dla niego wszystkim. Ja czułam się zaszczycona byciem jego dziewczyną. Opiekował się mną lepiej niż ktokolwiek inny! Byłam mu za to wdzięczna. Zawsze był tam gdzie go potrzebowałam. Zawsze był wtedy, kiedy go potrzebowałam. Kochałam go. Wiem, że on też mnie kochał i zawsze będzie nawet, gdy nie ma go już tutaj. Na tym świecie. Zawsze przy mnie będzie. W moim sercu, które stało się kamieniem i jedyne co zamieni go w dawną postać to jego miłość. Widziałam jak jego sylwetka znika mi z pola widzenia. Uciekł. Tchórz. Był zwykłym tchórzem. Zabił z przyjemnością, uciekł ze strachem.
Podeszłam do mojego leżącego na ziemi chłopaka. Krew. Wszędzie była krew. Nie poruszał się. Nie oddychał. Nie żył.