Widziałam to na własne oczy. Z uśmiechem na twarzy
pociągnął za spust. Boom! Upadł. Krwawił. Mocno krwawił. Kula
została w jego ciele. Tuż obok serca. Obok jego złotego serca. Był
dobrym człowiekiem. Zawsze troszczył się o innych. Pomagał
ludziom jeżeli potrzebowali pomocy. Sam nigdy nie chciał dać sobie
pomóc. Nie obchodziło go czy jemu jest dobrze. Rodzina,
przyjaciele... Byli dla niego wszystkim. Ja czułam się zaszczycona
byciem jego dziewczyną. Opiekował się mną lepiej niż ktokolwiek
inny! Byłam mu za to wdzięczna. Zawsze był tam gdzie go
potrzebowałam. Zawsze był wtedy, kiedy go potrzebowałam. Kochałam
go. Wiem, że on też mnie kochał i zawsze będzie nawet, gdy nie ma
go już tutaj. Na tym świecie. Zawsze przy mnie będzie. W moim
sercu, które stało się kamieniem i jedyne co zamieni go w dawną
postać to jego miłość. Widziałam jak jego sylwetka znika mi z
pola widzenia. Uciekł. Tchórz. Był zwykłym tchórzem. Zabił z
przyjemnością, uciekł ze strachem.
Podeszłam do mojego leżącego na ziemi chłopaka.
Krew. Wszędzie była krew. Nie poruszał się. Nie oddychał. Nie
żył.